Nasze serwisy polowki.pl mieszkaniedlasingla.pl

Mauritius – bogata historia, spektakularne krajobrazy. Wyspa leżąca między Afryką a Azją. Jej mieszkańcy wyrastający z różnych tożsamości wnieśli bardzo wiele do jej kultury. Niesamowite, białe plaże i zapierające dech w piersiach błękitne laguny. Witajcie w świecie kolorów.

Etniczna i kulturowa różnorodność oraz bujna roślinność sprawiają, że Mauritius jest jak mieniący się diament. Europejczycy, Afrykanie, Hindusi i Chińczycy przyjechali tutaj dla trzciny cukrowej. Mauritius ma też swoją mniejszą siostrę – Rodrigues. Kawałek ziemi, który jest całą ziemią gdzieś na końcu świata. O niej napiszemy jednak następnym razem.

Mauritius – sama nazwa tej wyspy zagubionej na Oceanie Indyjskim budzi w nas wyobrażenie tropikalnego raju. Port Luis jest stolicą Mauritiusa. Jeśli szukamy spokoju, to nie będziemy mieli ochoty zostać tu na dłużej. Miasto jest hałaśliwe i tłoczne, dlatego nie spotkamy tu wielu turystów. Jednak ma ono ciekawą historię i niepowtarzalny charakter. Na Mauritiusie ponad połowa mieszkańców wyznaje hinduizm. Oprócz nich jest tu wielu chrześcijan i muzułmanów. Wyspa słynie z tolerancji religijnej. Świątynie wszystkich wyznań sąsiadują ze sobą. Centrum miasta tworzą ekliptyczne budowle w stylu kolonialnym. Wszędzie też jest pełno sklepów i straganów. Mieszanka zapachów, smaków i kolorów sprawi, że zapamiętamy Port Luis na zawsze.

Port Louis

Port Louis ma wiele twarzy, dlatego warto wybrać się tam, gdzie jego mieszkańcy najchętniej spędzają wolny czas. Jednym z takich miejsc jest tor wyścigów konnych. Wszyscy kochają tutaj konie i hazard. Sezon trwa tu od listopada do maja. Wyścigi przyciągają tu ponad 70 tysięcy widzów. Co tydzień panuje tutaj gorąca atmosfera. Ludzie przychodzą całymi rodzinami, by oderwać się od codzienności. Podczas sezonu przez tor przewija się 350 koni z 14 stadnin. Dosiadają ich jokeye z całego świata. Największe imprezy odbywają się zazwyczaj w niedziele. Odbywa się tutaj m.in. wyścig u puchar księżnej Yorku. Obchodzony jest też międzynarodowy dzień jokeya.

Gdy jest się w Port Luis trzeba koniecznie odwiedzić pełen kolorytu i aromatów targ miejski. Na długo nie zapomnimy tego doświadczenia. Panuje tu wyjątkowa atmosfera. Człowiekowi wydaje się, że znalazł się w innym świecie. Wizyta w tym miejscu powie nam najwięcej o pogodzie ducha i mentalności mieszkańców Mauritiusa. Znajdziemy tu stragany specjalizujące się w sprzedaży roślin leczniczych, z których robi się napary. Na tabliczkach wypisane jest jaką dolegliwość leczy dane zioło. Jest tu też naturalnie wielu sprzedawców lokalnych przekąsek – varitas, samosi i dalpuri – rodzaj naleśnika faszerowanego soczewicą doprawioną chilli i carry. Amatorzy pikantnej indyjskiej kuchni na pewno będą mogli sprawić tu sobie nie jedną przyjemność.

Curepipe

Opuszczamy Port Luis i jedziemy wgłąb wyspy, żeby odetchnąć spokojem i świeżym powietrzem. Na wysokości 550 m n.p.m. leży Curepipe. Tutaj odnotowuje się najwięcej opadów. Często zdarzają się tutaj ulewy, a nad miastem wisi niemal cały czas korona spiętrzonych chmur. Curepipe z 70 tysiącami mieszkańców to drugie pod względem zaludnienia miasto na Mauritiusie. W 1867 roku wybuchła tu epidemia malarii. Po zarazie wiele osób przeniosło się do Port Luis. W Curepipe, tak jak na całym Mauritiusie, znajdujemy liczne ślady kolonialnej przeszłości wyspy. Rezydencję Obino Estate zbudowano w 1872 roku. To rezydencja w stylu francuskim. Dom ma 750 m2. Niegdyś mieszkali tu bogacze, którzy dorobili się fortuny na handlu cukrem. W północnej części Curepipe znajduje się dzielnica Florile, która słynie z wyśmienitych jubilerów i szlifierzy diamentów. Trafiają się tu kamienie z Afryki Południowej, które w rękach tutejszych mistrzów zmieniają się w olśniewające brylanty. To rzemiosło rozwinęło się tutaj 25 lat temu. Na wyspie jest kilkanaście pracowni szlifierskich, które zatrudniają w sumie ponad 500 osób.

Tamarin

Kontynuujemy naszą podróż i jedziemy do Tamarin. Miejscowość zawdzięcza swą nazwę tamandrynowcom, które wprowadzili tu Holendrzy. Leży na uboczy, dzięki czemu zachowała swój dawny charakter. Dziś przyciąga przede wszystkim amatorów sportów wodnych. Surferzy odkryli to miejsce w latach 70-tych. Występują tutaj długie, nieregularne fale. W tym miejscu można, znacznie  łatwiej niż gdzie indziej, opanować sztukę pływania na desce.

Wgłąb wyspy

Zapuszczamy się wgłąb lądu. Wznoszą się tam niemal dziewicze góry. Odkrywany w nich zachwycające wąwozy i doliny porośnięte bujną roślinnością. Z bazaltowych skał tryskają wodospady. Największy ma 100 metrów. 1,5 km dalej znajduje się Chamarel, zwany też ziemią siedmiu kolorów. To park narodowy, w którym znajdują się powulkaniczne, mieniące się siedmioma kolorami, wydmy. To fenomen geologiczny.

Jedziemy dalej i docieramy do Plaine Champagne – to oaza zieleni i rześkości. Kilka kilometrów dalej leży przylądek More Babone. Z góry wygląda on jak wielki młot i jest wysuniętym najdalej na południe miejscem wyspy. Jego soczysta zieleń pięknie kontrastuje z bielą piasku. Wzdłuż plaży rosną filodendrony, które odcinają się od błękitu laguny.

Trzcina cukrowa

Wnętrze wyspy pokrywają pola trzciny cukrowej. Jej uprawa ma ogromne znaczenie dla gospodarki Mauritiusa. Niektórzy zbierają trzcinę ręcznie. To bardzo ciężka praca. Holendrzy wprowadzili tu uprawę trzciny cukrowej w 1639 roku. Miało to duży wpływ na historię wyspy. Kolonizatorzy założy tu wielkie plantacje i sprowadzili niewolników z Afryki. Zniesienie niewolnictwa przez Anglików na początku XIX wieku sprawiło, że na Mauritius zaczęli ściągać Hindusi, którzy zastąpili Afrykańczyków na plantacjach. Dziś wyspa eksportuje rocznie 600 tys. ton cukru do Europy i 20 tys. ton do USA. Wg pisarza barona Paymuti’ego historia trzciny odzwierciedla historię wyspy. Historia trzciny naznaczona jest cierpieniem ludzi, ale wprowadzenie tu tych upraw miało też dobre strony. Na trzcinie wspierała się cała gospodarka. Uprawa trzciny nie odgrywa teraz już takiej roli jak dawniej, ale nadal jest ważna dla ekonomii republiki. Pola pokrywają obecnie ok. 70% powierzchni wyspy. W jednej z upadłych fabryk cukru powstało muzeum, w którym można poznać fascynującą a zarazem tragiczną historię o tym, jak ludzkie losy splotły się z rozwojem technologicznym.

Ruszamy na wschodnie wybrzeże, żeby obejrzeć kolonialny budynek z 1819 roku. Tu z trzciny cukrowej wyrabia się rum. Możemy prześledzić kolejne etapy produkcji. Tutejszy rum najlepiej smakuje doprawiony wanilią. Na miejscu można dowiedzieć się wszystkiego o składnikach używanych do produkcji rumu oraz o procesach destylacji i fermentacji. Miedziane kadzie wyglądają pięknie.

Dziewicza przyroda

Jesteśmy w drodze na południowy kraniec wyspy. Rafa koralowa otacza Mauritius niemal nieprzerwanym pierścieniem. Jednak na odcinku ok. 20 km nic nie odgradza lądu od pełnego oceanu. O czarne klify rozbijają się fale. Neff to dom zbudowany z korali. Mieszkał w nim Robert Edward Hart – znany poeta, który tworzył w języku francuskim. Jego wiersze oddają radość życia, a także charakterystyczne dla tej wyspy wpływy różnych kultur. Poeta mieszkał tu przez 13 lat, aż do śmierci 1954 roku. W tym  miejscu nie ma laguny, dlatego jest tu niewielu turystów. Południe wyspy do tej pory porośnięte jest lasami. Jest nietknięta, ale to może się niebawem zmienić, bowiem planuje się tu budowę kilku hoteli. Na szczęście ta część wyspy nie cieszy się dużą popularnością, więc może jednak wszystko pozostanie po staremu.

Jeśli zmęczą Cię plaże i podziwianie widoków, koniecznie wybierz się do rezerwatu Domain De Chasse. Tam na powierzchni 9 tys. km2 można podziwiać wspaniałą roślinność. W znajdującym się tam lesie można spotkać wiele gatunków zwierząt.

Grand Bassin to kolejna atrakcja wyspy. To jezioro powstałe w kraterze wygasłego wulkanu jest świętym miejscem dla hinduistów. Co roku przybywa tu ponad 5 000 wyznawców Shivy na jego święto.

Herbata

Pod wieloma względami Mauritius stanowi przedsionek Azji. Spotkać tu można m.in.pola herbaciane, które ciągną się aż po horyzont. Herbatę wprowadził tu francuski botanik Pierre Puavre w roku 1770. Przez długi czas była to druga główna uprawa, po trzcinie cukrowej. Uprawie herbaty służy tu wilgotny i chłodny mikroklimat. Herbatę zbierają ręcznie głównie kobiety. Świeżo zebrane liście składuje się w magazynie położonym pośrodku plantacji. Tu wszystko robi się ręcznie. Stąd liście trafiają do fabryki herbaty, gdzie są segregowane i suszone. Proces produkcji trwa 2 dni. Proces suszenia zajmuje 24 godziny. Następnego dnia liście są mielone i następuje proces fermentacji. Na to też potrzeba całego dnia. Później herbata dalej schnie i dojrzewa. Liście muszą leżakować około jednego miesiąca w silosie. Nabiera wówczas aromatu i smaku. Później można dodać do niej różne smakowe dodatki.

Aromaty są na Mauritiusie czymś nieodłącznym. Tradycja aromatyzowania napojów przekazywana jest tutaj z pokolenia na pokolenie. Do napojów dodaje się miętę, kardamon, cytrynę, imbir i wanilię. Prawie 70% produkowanej tu herbaty trafia na rynek lokalny. Reszta trafia na eksport i jest wysoko ceniona.

Blue Bay

Południowy kraniec wyspy zachwyca pięknymi plenerami, ale na szczęście umknął uwadze pilotów wycieczek. Tutejsza dzika przyroda nie nosi śladów obecności człowieka. Ten krajobraz to kwintesencja wyspy. Część Blue Bay znajduje się pod ochroną. Bazaltowe bloki odcinające się od nieskazitelnej bieli piasku robią niesamowite wrażenie. Woda roi się zaś od różnorodnych gatunków ryb. Po drugiej stronie zatoki znajdują się hotele, w których można spędzić wymarzone wakacje. Tu poznamy zgoła odmienne oblicze Blue Bay. To idylliczna laguna, gdzie zawsze świeci słońce, a woda zachwyca wszystkimi odcieniami turkusu.

Mahebourg

De Si Pone to laguna leżąca u wrót Mahebourga. Miasto założono w 1805 roku. Jego nazwa wywodzi się od nazwiska francuskiego gubernatora Mahego La Bourgon. To przyjemne miasto było przez długi czas drugim co wielkości na Mauritiusie, do czasu, kiedy wybuchła tu epidemia malarii. Dziś mieszka tu zaledwie 15 tysięcy ludzi. Warto odwiedzić tu kościół Notre-Damme, w którym na szczególną uwagę zasługuje drewniane sklepienie. W tym mieście, po okresie kolonialnym, pozostał szachulcowy układ ulic i malownicze, kreolskie domki z urokliwymi werandami. Niestety część tych domów popada w ruinę. Kreolskie domy zasługują na szczególną troskę. Są piękne i byłoby wielka stratą, gdyby odeszły w niebyt. Na szczęście mieszkańcy wyspy są przywiązani do tego stylu architektury.

Na wschód

Wschodnie wybrzeże to przepiękne miejsce, ale tylko nieliczni znają jego urok. Wieje tu mocniej niż gdzie indziej i z tego powodu przyjeżdża tu niewielu turystów. Na ogół wybierają cieplejszą – północno-zachodnią część wyspy. Ale to właśnie tutaj znajdziemy falbanę plaży, zwieńczoną żółtym cyplem, zaciszne zatoczki, nadbrzeżne skały, leniwe miasteczka i piękne laguny. Prywatność, spokój i czysta przyjemność – te słowa najlepiej opisują raj na Mauritiusie.

Mauritius to fascynująca mozaika języków, tradycji, kultur i wierzeń. Większość populacji stanowi ludność pochodzenia hinduskiego. Hinduistyczne święta przydają wyspie życia i barw. Podczas obrzędów religijnych śpiewa się mantry i składa ofiary z owoców oraz kwiatów. To wyraża ducha Mauritiusa, który łączy w sobie afirmację, mistycyzm i zmysłowość. Na Mauritiusie czuć powiew Indii. Oba kraje łączą związki kulturowe, dyplomatyczne i ekonomiczne. Przedtem głównymi partnerami były Francja i Anglia. Na Mauritius przyjeżdżają częśto aktorzy i reżyserzy z Bollywood, którzy kręcą tu filmy.

Pamplemousses

Nieopodal Port Luis leży miasto Pamplemousses. To francuskie słowo znaczy – grejpfrut. W XVII wieku owoce te sprowadzili tu z Jawy Holendrzy. Warto zwiedzić tu ogród botaniczny zwany grejpfrutowym gajem. Nawet osoby, które nie mają specjalnego zamiłowania do przyrody będą zachwycone tym miejscem. Rośnie tu ponad 600 gatunków roślin. Spacer tutaj to możliwość przyjrzenia się z bliska roślinom pochodzącym z niemal całego świata. To również raj dla powonienia – możemy napawać się tu zapachem imbiru, cynamonu, gałki muszkatołowej, kamfory, drzew cytrynowych i eukaliptusowych. Warto odwiedzić Pamplemusses dla tego niezwykłego ogrodu.

Cap Malhereux

Stąd ruszamy na wybrzeże. Na słowo – Mont Choisy wszyscy się tu uśmiechają i mają ku temu powód. To jedno z najsławniejszych miejsc na Mauritiusie. Tu piękno tropików jest wręcz niewysłowione. Plaże, filodendrony, laguny – to nadmorskie trio wprawia w totalny błogostan.

Warto też zapamiętać nazwę Cap Malhereux. Chociaż nazwa ta oznacza Przylądek Nieszczęścia, wcale nie jest tu smutno. Północny kraniec Mauritiusa jest spokojny i piękny. Nazywano go Przylądkiem Nieszczęścia, bo to właśnie tutaj wylądowały oddziały brytyjskie. W Cap Malhereux możemy wsłuchać się w pełen harmonii dialog pomiędzy morzem a lądem. Rybacy sprzedają świeżo złowione i oprawione ryby na plaży. W tych wodach pływają tuńczyki, merliny, ryby-tygrysy i wiele innych gatunków. Stworzenia morskie o najróżniejszych charakterach mieniące się niezwykłymi barwami. Rybacy bardziej niż ktokolwiek inny potrzebują opieki bóstw, dlatego na skałach przy plaży układają ich figurki, a przed wypłynięciem na połów składają im ofiary.

Goodlands

Ci, którzy są zafascynowani morskimi opowieściami powinni wybrać się do Goodlands, żeby zobaczyć miniaturową stocznię. Szkunery, fregaty, okręty wojenne i frachtowce sprawią, że historia dokonań człowieka na morzu stanie nam przed oczami. Gdy po powrocie z Mauritiusa znajdziemy się w dużym mieście, będziemy marzyć o tym, że kiedyś wsiądziemy na jeden z baśniowych statków i przepłyniemy nim Ocean Indyjski, żeby wrócić na tę rajską wyspę.

Nie da się zapomnieć Mauritiusa. To miejsce niemal mityczne, gdzie ludzie wiodą dobre, szczęśliwe życie, dlatego warto je odwiedzić.

Autor:Kasia Adamowicz

Wrocławianka, zakochana w swoim mieście do szaleństwa. Wymyśliła i założyła w 2005 roku Klub Singla Połówki Pomarańczy, a po trzech latach, jakby tego było mało, postanowiła stworzyć pierwszy w Polsce nierandkowy portal dla singli. Praca jest przede wszystkim jej wielką pasją. Poświęca jej mnóstwo czasu czerpiąc z tego przyjemność i satysfakcję. To dzięki jej pracy i nieustannemu lobbowaniu, w Polsce w końcu można być singlem i co ważniejsze, można się do tego otwarcie przyznać. Zawodowo - profesjonalna do bólu, a przy okazji ciepła, serdeczna, otwarta. Obecnie redaktor naczelna portalu. A w życiu prywatnym - szalona, niepokorna 36-latka. Jej pasje to podróże (te dalekie i te bliskie), muzyka (od 20 lat wierna fanka The Cure!), film (ze skłonnością do kina europejskiego). Uwielbia szybka jazdę samochodem. Jej dewiza życiowa: Życie jest zbyt krótkie, aby robić tylko co, co jest konieczne.

www.polowki.pl

Egipt – dar Nilu

Egipt – dar Nilu

Pamiętacie Santiago z „Alchemika” Paulo Coelho? Pewnej nocy przyśnił mu się skarb, zakopany przy egipskich piramida…

Pożegnanie z Afryką

Pożegnanie z Afryką

“Miałam w Afryce farmę u stóp gór Ngong…” – rozpoczyna swoją autobiografię Karen Blixen. D…

Kamienie z Kartaginy

Kamienie z Kartaginy

Po ostatnich zamieszkach w Tunezji, spora część turystów opuściła kraj. Po odejściu Ben Aliego sytuacja w kraju się us…

Odkryj Gran Canarię

Odkryj Gran Canarię

Położona na Atlantyku Gran Canaria bez wątpienia zasługuje na miano Królowej Wysp Kanaryjskich. Jej niespotykany kr…