Kamienne olbrzymy na Wyspie Wielkanocnej
Autor: redakcja portalu
Posągi z Wyspy Wielkanocnej to jedna z największych tajemnic naszej planety. Próbujemy ją odkryć.
Nie wiemy nic – ani jaka cywilizacja postawiła te posągi, ani też jak tego dokonała. Nie znamy ani ich pisma, ani też przyczyn zagłady tego ludu.
Potomkowie Inków czy Maorysów?
Na Wyspie Wielkanocnej występują trzciny totora, rosnące również na brzegach ważnego dla Inków jeziora Titicaca w Andach. Podobnie jak w Andach, na wyspie uprawia się pataty oraz maniok. Również rysunki pradawnych mieszkańców samotnej wyspy, przedstawiające trzcinowe łodzie oraz posągi, są łudząco podobne do rysunków znalezionych w mieście Inków Tiahuanaco. Dodajmy, że mieszkańcy wyspy nazywali ją pępkiem świata – dokładnie takie samo miano nosiło położone wysoko w Andach miasto Inków Cusco. Jak jednak Inkowie przypłynęli na odległą wyspę? Być może nie była ona tak daleko, co sugerują odkrycia amerykańskiego atomowego okrętu podwodnego “Nautilus”.
W 1958 roku pod wodą odnalazł on cały łańcuch podwodnych szczytów tuż pod powierzchnią oceanu. Oznacza to, że około 12 tysięcy lat temu, czyli pod koniec ostatniej epoki lodowcowej, kiedy to poziom oceanów był o 100 metrów niższy, szczyty te tworzyły prawdziwy archipelag, ciągnący się w stronę Andów! To właśnie dzięki nim dotarcie na Wyspę Wielkanocną mogło być dla przodków Inków stosunkowo łatwym przedsięwzięciem.
Natomiast badania przedmiotów znalezionych na Wyspie Wielkanocnej sugerują, iż zasiedlona została ona stosunkowo niedawno, bo dopiero w VIII wieku naszej ery. Miejscowe legendy z wyspy mówią o wielkim kataklizmie, który dotknął obszar Pacyfiku. Ocaleć mieli tylko ludzie na dwóch łodziach, którzy przypłynęli pod wodzą króla Hotu Matu z Polinezji. Natomiast mieszkańcy tej ostatniej twierdzą, iż ich dawna ziemia nazywa się Hiva i była krajem Maorysów. Lud ten żyje na terenie Nowej Zelandii, która, jak wiemy, nie zatonęła w kataklizmie opisywanym przez legendy obszaru Pacyfiku.
Zatopiony kontynent?
Tak jak Europa ma swoją legendę o Atlantydzie, tak po przeciwnej stronie Ziemi żywa jest legenda, mówiąca o zatopionym kontynencie Mu. Czy jego pozostałością jest Wyspa Wielkanocna? Wiele dowodów przemawia właśnie za taką hipotezą. Pierwsze z nich dostarczył amerykański okręt podwodny “Nautilus”. Sprawą zainteresował się również francuski naukowiec Maziere, który przebadał ukształtowanie dna morskiego oraz jego osady.
Po naniesieniu wyników badań na mapę okazało się, iż 300 kilometrów na północ oraz 500 na południe rozciąga się podmorski kontynentalny grzbiet górski. Natomiast wyspa otoczona jest licznymi podwodnymi szczytami. Wszystko wskazuje więc na to, iż Wyspa Wielkanocna jest jedną z gór sporego archipelagu, która jako jedyna po podniesieniu się poziomu oceanu wciąż wystaje ponad poziom fal Pacyfiku. Wskazują na taki przebieg zdarzeń również legendy tubylców. Wyjaśnia to też niejako sposób stawiania monumentów – skoro był to spory archipelag, to i robotników je wznoszących mogło być więcej niż ludzi żyjących na jednej małej wyspie. Same natomiast monumenty nie zatonęły, bo stawiający je wyspiarze lokowali je na najwyższej z wysp, na samym jej szczycie, niejako “by były bliżej bogów”. Czy zatem Wyspa Wielkanocna to wystający nad Pacyfik tylko wierzchołek zatopionego archipelagu, na którym panował tajemniczy kult posagów?
Rewolucja Krótkouchych?
Ta niezwykła cywilizacja przez setki, a może i tysiące lat stawiała kamienne monumenty, kiedy nagle pomiędzy 1722 a 1774 rokiem nastąpił jej gwałtowny krach – pomniki legły w gruzach, a dawniej zasobni mieszkańcy cierpieli głód. Co wywołało tę katastrofę? Na pewno wiadomo, że była to wojna pomiędzy dwoma grupami etnicznymi – Długouchymi oraz Krótkouchymi. Ci pierwsi byli kapłanami, mającymi wysoki wzrost, rozpoznawalnymi po usznych małżowinach, zwisających im aż do ramion. Nie była to wada genetyczna, tylko efekt rozciągania uszu od najmłodszych lat.
Drudzy, tak zwani Krótkousi, którzy przybyli na wyspę znacznie później, byli niskiego wzrostu i stanowili nisko sytuowaną grupę społeczną rolników i robotników. Trudno ustalić, czy podlegali oni władzy kapłanów czy też między obiema grupami starych i nowych osadników istniała tylko pokojowa koegzystencja. Ta zakończyła się, wedle legend, bitwą, w której zwyciężyli Krótkousi następnie mordując i zjadając wszystkich mężczyzn z wrogiego plemienia. Podobno ocalał tylko jeden Długouchy, a legenda tych wydarzeń stała się kanwą filmu przygodowego “Rapa Nui”. Oczywiście film myli się w jednym – posągów nie toczono na ściętych pniach palm – te miały za miękkie drewno i zostałyby zmiażdżone przez posągi po kilku metrach toczenia.
Bezsporne jest natomiast, iż Krótkousi, biorąc odwet na materialnej spuściźnie swych rywali, poobalali i zniszczyli prawie wszystkie kamienne kolosy. Podobno w tym okresie wycięto ostatnie drzewa i wielkie krzewy, tym samym pozbawiając się budulca do budowy łodzi. Ostatecznie los rdzennych mieszkańców Wyspy Wielkanocnej przesądzili w XIX wieku Peruwiańczycy, polując na nich i łapiąc ich jako niewolników do pracy w swych kopalniach. Reszty dokonały choroby zakaźne, przywleczone na wyspę przez łowców niewolników.
Patrzące posągi
Przez swych mieszkańców Wyspa Wielkanocna była nazywana “Oczami patrzącymi w niebo”, z racji ponad 600 kamiennych pomników, których oczy z białego koralowca właśnie patrzyły w chmury przepływające nad nimi. Stały one w większości na nadmorskich platformach, na których składano zwłoki zmarłych, a kiedy te zostały objedzone przez ptaki do gołej kości chowano je u nasady tych kamiennych murów. Z czasem zaczęto je przyozdabiać coraz większymi kamiennymi posągami. Bezsporne jest, że wojna, jaka wybuchła na wyspie dosłownie z dnia na dzień, przerwała ich budowę, o czym najlepiej świadczą porzucone w kraterze, w różnym stopniu niedokończone, monumenty. Jak jednak je rzeźbiono i transportowano, skoro kolosy te miały wysokość od 6 do 23 metrów, a wagę 20-90 ton?
Z rzeźbieniem ich nie było kłopotu, bowiem wulkaniczna skała, zalegająca wygasłe kratery, jest na tyle miękka, że poddaje się obróbce nawet przy użyciu prymitywnych, kamiennych narzędzi. Gorzej jest natomiast z transportem wielkich kolosów z dna krateru na nadmorskie plaże, bowiem na wyspie w czasach jej rozkwitu żyło zaledwie 4 tysiące ludzi i aż trudno sobie wyobrazić, jak taka garstka mogła przy pomocy lin przenosić takie ciężary. Z drugiej strony, z czego musiałyby być zrobione liny, wytrzymujące taki ciężar? Pytanie bez odpowiedzi, bowiem mieszkańcy wyspy mogli je upleść tylko z trzciny lub włókien palmy kokosowej, te zaś nie mogłyby raczej sprostać takim wyzwaniom.
Jeszcze gorzej wygląda sprawa dekorowania posągów kapeluszami z czerwonej skały, bowiem waga tych ostatnich dochodzi do kilku ton. David Hatcher Childress odnalazł legendy Wyspy Wielkanocnej, mówiące o siedmiu magach, którzy zasiadając razem, potrafili tak koncentrować nieznaną energię, iż ciężkie kamienne kolosy, zwane moai, zaczynały “iść same z krateru w tym samym kierunku, spiralą wokół wyspy”. Magia poruszająca kamiennymi kolosami? W tym miejscu można tylko stwierdzić, że naukowcy na stoku krateru wulkanu Rano Raraku, w którym to wykuwano pomniki, znaleźli wydrążoną w skale grotę z rzędami kamiennych ławek, w sam raz dla magów, koncentrujących swą energię do ruszenia z posad wielotonowych kolosów.
Legendy mówią też o okrągłym kamieniu zwanym Te Pito Kura, który magowie wykorzystywali do koncentrowania swej energii, tak by “kazać iść posągom”. Magią wystarczającą do przesuwania posągów, a nawet ich przemieszczania w powietrzu dysponowali też podobno królowie: “ludzie musieli ciężko pracować, by kuć moai, ale kiedy skończyli, król zapewniał manę, żeby je poruszyć”. Co ciekawe, podobne legendy o “magicznych” technikach budowlanych odnajdujemy również w legendach starożytnego Egiptu oraz wśród Inków! Te ostatnie spisali Hiszpanie w czasie swego podboju andyjskiego miasta Tiahuanaco, w którym to kamienne bloki zeszły z kamieniołomów, by “samoistnie lub na dźwięk trąbki zająć właściwe sobie miejsca”. Przypomnijmy, iż wiele wskazuje na to, iż pierwsi mieszkańcy Wyspy Wielkanocnej, stanowiący kastę kapłanów, pochodzili właśnie z terenu państwa Inków! Czyżby posiadali podobne do nich magiczne zdolności?
Tajemne pismo
Kult boga Make-Make, czyli człowieka-ptaka, to kolejna wielka tajemnica Wyspy Wielkanocnej. Ceremonie odbywały się w leżącej nad oceanem wiosce Orongo, skąd raz do roku wyruszała procesja, by rozpocząć przedziwne zawody. Polegały one na przepłynięciu na sąsiednią wysepkę Motu Nui, by tam zdobyć ptasie jajo, a następnie dostarczyć je na miejsce startu, którym była krawędź urwistego brzegu. Wódz klanu, którego zawodnik pierwszy przyniósł jajo, stawał się na nadchodzący rok najważniejszą postacią kultu, czyli człowiekiem-ptakiem. Podejrzewa się, że był to ponury kult, w ramach którego składano ofiary z ludzi – co tłumaczyłoby ludożerstwo, które wybuchło podczas wojny pomiędzy Długouchymi a Krótkouchymi.
Zanim jednak do tego doszło, podczas corocznych uroczystości z okazji intronizacji nowego człowieka-ptaka śpiewano religijne pieśni, zapisane na drewnianych tabliczkach w języku rongo-rongo. Czytać potrafili tylko uczeni w piśmie, którzy wedle legend przypłynęli na wyspę wraz z pierwszymi osadnikami – to ważny element, pokazujący, że pismo to nie powstało na Wyspie Wielkanocnej. Tabliczek było 67 i były na nich zapisane cała wiedza oraz historia ludu budowniczych kamiennych kolosów. Dziś w muzeach świata znajduje się ich 24. Ich czytania uczono w specjalnej szkole aż do 1862 roku! Niestety, wtedy na Wyspę Wielkanocną przypłyną statek peruwiańskich łowców niewolników, którzy schwytali i wywieźli wszystkich wtajemniczonych w pismo, powodując, że zginęła tradycja, licząca sobie tysiące lat.
To, co dziś o niej wiemy, to zasługa biskupa Tepano Jaussena, który w 1817 roku odkrył istnienie tego pisma “wtajemniczonych” i spisał kilka zapisanych na tabliczkach legend, które oczywiście odczytali mu “uczeni w piśmie”. Poza zapiskami biskupa, ujawniającymi znaczenie niektórych z hieroglifów, one same ujawniają swe pochodzenie! Symbole te mianowicie bardzo przypominają prastare pismo indyjskie znad rzeki Indus w zachodnich Indiach. Pismo tej tajemniczej kultury rozwinęło się wraz z nią około 6 tysięcy lat temu, by później upaść w niewyjaśnionych do dziś okolicznościach. Fragmenty tego pisma odnaleziono w Mohendzo Daro, kamiennym mieście, zniszczonym około 5,5 tysiąca lat temu.
Co jeszcze ciekawsze, miasto to nosi ślady takich zniszczeń, jakby zburzyła je atomowa bomba, o czym oczywiście wspomina w swych książkach Erich von Daniken. To już jednak zupełnie inna historia. Tymczasem, wedle naukowców, elementy tego pisma musiały dotrzeć na wyspy Polinezji, by następnie wyruszyć z nich w swoją ostatnią drogę na Wyspę Wielkanocną. Zapewne tak było, tylko odkrycie to nijak nie przybliża nas do rozwikłania innych zagadek tej chyba najbardziej tajemniczej wyspy naszego świata.
źródło: echodnia.eu
Gapyear czyli rok w bok
Każdy o tym kiedyś marzył, niewielu miało odwagę by się na to zdobyć. Zostawić pracę, rachunki, miejskie korki i codzie…
Kraj na wysokim poziomie
Południowoamerykańskie Peru to kraj kontrastów. Bez dwóch zdań. Niesamowita bieda sąsiaduje z wielkim bogactwem. K…
Na tropach Inków
Świat przestał być pięknym miejscem? Życie dało ci się we znaki? Szef nie daje spokoju w pracy. Masz wrażenie, że wszyst…
Roztańczone Rio
Wybierasz się na karnawałowe szaleństwo do Rio de Janeiro? Sprawdź co jeszcze warto zobaczyć w tym malowniczym zakątk…


