Słodko-cierpki smak mojito
Autor: redakcja portalu
Stare auta, cygara, mojito, Fidel i jego rewolucja… Te skojarzenia przychodzą na myśl, kiedy wybieramy Kubę jako cel podróży. Wyspa jak wulkan gorąca ma w sobie więcej piękna niż to, którym kuszą przewodniki. Trzeba jednak samemu je odkryć.
Jest kilka rzeczy, o których lepiej zapomnieć na Kubie. Czas płynie tam wolniej, w cenie jest cierpliwość. Na lotnisku, podczas rozmowy z urzędnikami imigracyjnymi, na pytanie o zawód lepiej nie odpowiadać, że jesteśmy np. inżynierami chemikami albo wojskowymi – unikniemy w ten sposób dogłębnego przeszukania bagażu i rozmowy z panem o smutnych oczach. Śmieszne? Lęk przed kapitalistyczną inwigilacją jest tam wszechobecny. Warto o tym pamiętać i dla własnego dobra nie wdawać się w dysputy o polityce ani o sensowności rewolucji.Na Kubie nie ma ciszy – taniec i muzyka towarzyszą nam całą dobę. Kubańczycy rodzą się z rytmem we krwi. Tańczy każdy i wszędzie. W autobusie, taksówce, restauracji, urzędzie. Kiedy muzyki nie ma – jest śpiew. Jeśli zapada cisza, to Kubańczyk zaraz zaczyna nucić pod nosem lub grać na tym, co akurat ma pod ręką.
Na Kubie zawsze i wszędzie starajmy się zejść poniżej połowy ceny wyjściowej – nieważne, jak szeroko uśmiecha się do nas kierowca, sprzedawca czy samozwańczy przewodnik i ile komplementów prawi. Zawsze będziemy turystą, którego można spróbować naciągnąć. Potraktujmy to jako zabawę.
Droga do Amigo
Hawana to miasto, które w każdym wzbudzi emocje. Spacerując po ulicach i patrząc na oprószone odpadającym tynkiem elewacje kamienic i rezydencji, można z łatwością domyślić się, jak piękne było to miejsce w czasach swojej świetności. Odnosi się wrażenie, że od ponad pięciu dekad nikt nie wbił tam przysłowiowego gwoździa. Jeśli dach zaczyna przeciekać, rodzina przeprowadza się piętro niżej. Kiedy dach się zapada, wszyscy schodzą do poziomu patio. Szyby w oknach to rzadkość w starej części miasta. Jednak w tym całym procesie jest jakieś piękno, dusza miasta, której trzeba dać się porwać.
Na osobne wyróżnienie zasługuje kubańska myśl motoryzacyjna. Sposób, w jaki utrzymywana jest sprawność pojazdów, zadziwia. Warto wynegocjować z kierowcą przejażdżkę po mieście takim wehikułem czasu, w którym silnik i karoseria pochodzą często z innych pojazdów. Przyjazne i cierpliwe namawianie przy odrobinie szczęścia sprawi, że kierowca wcieli się w rolę przewodnika i usłyszymy wiele ciekawych historii (prawdopodobnie po angielsku, bo większość Kubańczyków zna ten język). Cała zabawa polega na tym, by część z nich traktować z przymrużeniem oka. Droga od przypadkowego przechodnia do „amigo” (czyli przyjaciela) jest niezwykle prosta i krótka. Często idzie ona w parze z propozycją skorzystania z „atrakcyjnej oferty” zakupu cygar lub rumu spod lady. Oferowane produkty rzadko są oryginalne, legalnie zdobyte czy nadzwyczajnej jakości. To stara zabawa w czarny rynek. Takich transakcji nie trzeba się bać. Przebiegają dyskretnie, w bramie nieopodal miejsca spotkania „amigo”. Ceny, jak zwykle, są wygórowane, a frajda polega na dzielnym targowaniu się do ostatniego peso oraz na odczuwaniu dreszczyku emocji…
Warto skorzystać z ofert tzw. casas particulares – są to noclegi w domach mieszkańców, ich oferty można znaleźć w Internecie, cena noclegu nie przekracza 30 EUR. Warunki są całkiem przyzwoite, a pobyt w takim domu pozwala podejrzeć z boku życie mieszkańców.
Niepowtarzalne Mojito
To, co na wyspie zaskakuje najbardziej, to wpływ kapitału chińskiego. Początkowo intrygują chińskie flagi powiewające wraz z kubańskimi na szybach ropy naftowej wzdłuż wybrzeża. Potem zastanawia różnorodność kubańskich pamiątek „made in China”. Na końcu nie dziwi obecność
chińskich przekąsek w sklepach dewizowych „Caracól”, gdzie obok stricte turystycznego asortymentu pamiątek na wywóz (rumu, cygar i polówek z wizerunkiem Che Guevary) leżą chińskie zupki. Chińczycy, w ramach barteru, dostarczyli Kubańczykom między innymi całą flotę chińskich autokarów, dzięki czemu wszyscy turyści podróżujący po wyspie mogą skorzystać z usług państwowych linii „Víazul” oferujących całkiem punktualne, wygodne i klimatyzowane pojazdy. Póki co, nie psują się…
O ile kuchnia kubańska nie jest feerią smaków dla turysty spodziewającego się egzotyki (składa się przeważnie z ryżu, fasoli i ryb lub drobiu), to warto jej spróbować, jeśli to możliwe – w miejscach nieobleganych przez turystów. Wtedy mamy szansę poczuć autentyczne smaki zawarte w prostych i stonowanych, ale dobrych i pożywnych potrawach.
Mojito i rum dostaniemy zawsze i wszędzie. Zadziwiające jest to, że nigdy nie smakują tak samo. W każdym miejscu, dotyczy to w szczególności mojito, jest ono przygotowywane odrobinę inaczej (ale zawsze z zatrważająco dużą ilością rumu) i każdorazowo zaskoczy nas odrobinę innym smakiem, choć niezmiennie pozostawi w ustach słodko-cierpki smak cukru trzcinowego i limonki.
Wszystkie smaki Kuby
To trochę taki sam smak, jaki zostawia po sobie podróż na Kubę. Ktoś kiedyś powiedział, że „komunizm i rewolucja mają jedną doskonałą zaletę – kiedyś się skończą”. To prawda, ale wraz z nimi odejdą te smaczki, które wyspa oferuje teraz: balansowanie między radością życia, a bezsilnością mieszkańców; lawirowanie między poprawnością polityczną a sarkazmem; wahanie się między salsą do białego rana a siedzeniem na progu domu w oczekiwaniu lepszego jutra. Tego wszystkiego warto doświadczyć, najlepiej zanim na Kubie pojawi się pierwszy szyld McDonald’s…
Gapyear czyli rok w bok
Każdy o tym kiedyś marzył, niewielu miało odwagę by się na to zdobyć. Zostawić pracę, rachunki, miejskie korki i codzie…
Wyspy Żółwie
Były inspiracją dla Karola Darwina do stworzenia teorii ewolucji. Do dziś zwierzęta zamieszkujące wyspy, z braku nat…
Nowe cuda natury – kandydaci – Ameryka
Założona w 2001 roku przez podróżnika i filmowca Bernarda Webera szwajcarska Fundacja „New7Wonders”, która od tego c…
Na tropach Inków
Świat przestał być pięknym miejscem? Życie dało ci się we znaki? Szef nie daje spokoju w pracy. Masz wrażenie, że wszyst…







