Nasze serwisy polowki.pl mieszkaniedlasingla.pl

Każdy o tym kiedyś marzył, niewielu miało odwagę by się na to zdobyć. Zostawić pracę, rachunki, miejskie korki i codzienne problemy tylko po to by wyruszyć w podróż dookoła świata. Tylko Ty, plecak i droga. Można to zaplanować!


Gapyear to angielskie określenie czegoś co roboczo na język polski przetłumaczono jako „rok w bok”. To forma wakacji od dorosłości – wszystkich zmartwień jakie dopadają człowieka zaraz po skończeniu studiów. Studenci z bogatych, zachodnich krajów wpadli na to już dawno na pomysł jak od tej dorosłości na chwilę uciec–  wyruszali w kilkunastomiesięczną podróż dookoła globu  albo podejmowali się rocznego wolontariatu w jakimś afrykańskim pustkowiu przedłużając sobie tym samym lata beztroskiej młodości. Do nazw gapyear czy polskiej „rok w bok” nie należy przywiązywać szczególnej wagi. Chodzi po prostu o przerwę w odpowiedzialności i podróż w nieznane, poświęcenie się czemuś, co zupełnie nie jest związane z dotychczasowym życiem i miejscem zamieszkania. Chodzi o przerwę od normalności. Bez względu na to, czy będzie ona trwała kilka miesięcy czy dwa lata.

Nikt jednak nie powiedział, że gapyear dotyczy tylko studentów. Coraz częściej na rok w bok decydują się osoby z kilkuletnim doświadczeniem zawodowym zmęczone monotonią codzienności w wielkiej korporacji. Gapyear to rzecz idealna zwłaszcza dla tych, którzy poza zawodowymi nie mają żadnych zobowiązań i mogą sobie pozwolić na życiową rewolucję bez wciągania w to innych. Ci, którzy to przeżyli podkreślają, że tułaczka po świecie ładuje akumulatory i otwiera oczy na to, co naprawdę w życiu ważne. Zmienia się też podejście pracodawców do tego, że ktoś ma roczną przerwę w doświadczeniu zawodowym tylko dlatego, że podróżował po świecie. Mało tego – w niektórych branżach taki punkt CV procentuje gdyż świadczy o niezależności, ciekawości świata, odwadze i kreatywności.

Najtrudniej jest podjąć tę decyzję – bo przecież praca, a potem jej brak, kredyt, rodzina. Bo przecież trzeba wrócić i coś po powrocie robić. Bo za coś trzeba jechać.

Za co

To ile kosztuje nasz rok w bok, zależy od tego, jak chcemy go spędzić i na co tak naprawdę nas stać. Możliwości sfinansowania takiej wyprawu jest kilka. Są tacy, którzy rezygnują z mieszkania trzypokojowego na rzecz dwupokojowego, a za ten „brakujący pokój” ruszają w nieznane. Podróżowanie za oszczędności ma tą zaletę, że daje właściwie pełną swobodę, minusem tego rozwiązania jest to, że trwa tak długo, jak długo dysponujemy gotówką. Odpowiednio do zasobności naszego konta dostosować należy także cel naszej podróży, przy czym pod pojęciem cel rozumie się tu głównie kontynent. Za najtańsze uchodzą Azja i Afryka.
Oczywiście z pewnymi wyjątkami – czym innym są bowiem egipskie kurorty, a czym innym bezdroża Mali. Podobnie jest w Azji – ceny w Japonii mają się nijak do tych w indyjskim interiorze.  Tak czy inaczej w krajach ciepłych problemem nie stanowi nocowanie pod namiotem czy w warunkach prowizorycznych, a przez to tańszych niż ma to miejsce na zimnej północy. Wyruszając tam lepiej zabrać siatkowy hamak, moskitierę i bawełnianą „mumię” zamiast ciepłego śpiwora znoszącego arktyczne temperatury. W klimacie tropikalnym zwykle problemem będzie nadmiar ciepła niż jego brak. Zabezpieczyć można się  jedynie lekkim śpiworem trzymanym na dnie plecaka. Także żywność jest tam o wiele tańsza niż w Polsce, koszty wyżywienia nie będą więc przesadnie obciążały budżetu.
Wyjazd w roczną podróż nie oznacza, że musimy zabierać ze sobą zapasy i ubrania na cały rok. Wśród backpackerów panuje opinia, że wystarczy garderoba na tydzień i mocne postanowienie robienia od czasu do czasu przepierki. Osoby wyruszające w podróż do Azji – np. Chin, Indii i Nepalu rezygnują wręcz z zabierania ze sobą droższych ubrań gdyż o wiele bardziej opłacalne jest kupno całego wyposażenia na miejscu. Oszczędza się na zakupach i opłatach za nadbagaż płaconych liniom lotniczym.
Innym sposobem na gapyear jest podjęcie wolontariatu. W internecie aż roi się od egzotycznych ofert różnej maści organizacji pozarządowych, które wręcz całą swoją działalność opierają o tych, którzy postanowili spędzić trochę czasu z dala od domu. Zaletą takiego rozwiązania jest to, że zwykle zakłada wikt i opierunek, a niekiedy także drobne wynagrodzenie. Minusem jest to, że o dalszych, transkontynentalnych podróżach nie może być tu mowy.
Jest też taki wariant, w którym podróż można przerywać okresami pracy. Jakiej pracy? Od tej najprostszej – fizycznej, po nieco bardziej wymagającą jak choćby uczenie języka  (pod warunkiem , że zna się więcej niż dwa). Lepiej natomiast zapomnieć, że da się żyć i podróżować z relacji i fotografii powstających w czasie wyprawy. To udaje się nielicznym i wymaga od nich pełnego poświęcenia. A nie o to przecież chodzi by się w czasie wakacji przepracowywać.

Czym?

Autostop jeszcze nie umarł. Przynajmniej nie wszędzie. Cały czas da się podróżować autostopem po sporych połaciach Azji i Europy. Nieco gorzej wygląda to w Afryce czy Ameryce Południowej. Generalnie panuje zasada, że im lepiej rozwinięty kraj, tym trudniej złapać okazję. Są też kraje, w których jest to niewskazane. Należy do nich na przykład Pakistan. Ale tam lepiej w ogóle się nie wybierać w ostatnim czasie. W niektórych krajach panuje zwyczaj płacenia za okazję – tak jest na przykład w Rumunii i niektórych krajach bałkańskich. Opłata ma tu jednak charakter grzecznościowy.
Pewną odmianą autostopu jest …jachtostop. Po morzach świata pływa kilkanaście tysięcy pełnomorskich jachtów, których właściciele żyją pływaniem z portu do portu. Można powiedzieć, że ich gapyear zmienił się w gaplife. Większość z nich radzi sobie z żeglugą całkiem dobrze sama, jednak niekiedy z chęcią przyjmują na pokład załoganta. Jachtostop pozwala na przemieszczanie się pomiędzy na przykład najbardziej niedostępnymi wyspami oceanii i polinezji francuskiej . Aby myśleć o tego typu rozwiązaniu najlepiej jednak posiadać pewne doświadczenie żeglarskie potwierdzone odpowiednimi dokumentami.
Najbardziej popularną formą podróżowania jest jednak bilet lotniczy RTW – Round The World. Ważny z reguły przez cały rok zakłada możliwość określonej liczby przelotów z przystankami na trasie zaplanowanymi z odpowiednim wyprzedzeniem. Koszt takiego biletu to w zależności od przewoźnika, biura podróży i terminu jego ważności kwota około 1000 – 1500 funtów brytyjskich. Za dodatkową opłatą można zmieniać ustalone wcześniej daty konkretnych przelotów. Takie rozwiązanie daje sporą wolność i pozwala zwiedzić naprawdę cały świat za stosunkowo niewielkie pieniądze. Warto jednak dokładnie wczytać się w warunki funkcjonowania biletu RTW tak, aby nie utknąć w jakimś malowniczym zakątku na dłużej.

Zanim jednak zaczniemy planować nasz gap year lepiej zastanowić się po co tak naprawdę chcemy to zrobić? Bo nie ma nic gorszego jak bolesne i twarde lądowanie w szarej rzeczywistości po podróży życia.

Autor:Filip Springer

z wykształcenia archeolog i etnolog, z zawodu dziennikarz i fotograf. Miłośnik jazdy na rowerze, islandzkiej muzyki i podróżowania śladami ulubionych pisarzy. Z książkami Andrzeja Stasiuka przejechał niemal całą Europę Środkowo – Wschodnią. Ulubione kierunki podróży to Bałkany, Irlandia Północna i najdalsze krańce Skandynawii. Wielki, niezrealizowany plan – Patagonia.

München – bawarska metropolia nad Izarą

München – bawarska metropolia nad Izarą

„Pomiędzy sztuką a piwem Monachium jest jak wioska, położona wśród wzgórz” – pisał przed 150 laty Heinrich Heine. Ten k…

Bergen – brama fiordów

Bergen – brama fiordów

O Norwegii mówi się, że składa się z Bergen i reszty.  Jedno z najważniejszych miast Norwegii położone na zachodnim wyb…

Dublin – Baile Átha Cliath – Miasto Brodu z Trzcinowymi Płotami

Dublin – Baile Átha Cliath – Miasto Brodu z Trzcinowymi Płotami

Dublin to radosne, zamożne miasto, dumne ze swojej idealnej mieszaniny encyklopedycznego irlandzkiego uroku i euro…

Belfast i Derry

Belfast i Derry

Miasta – symbole północnoirlandzkiego konfliktu stają się powoli największymi atrakcjami turystycznymi Ulsteru.…