Nasze serwisy polowki.pl mieszkaniedlasingla.pl

Jeśli zapytasz rodzimego dublińczyka (pod warunkiem, że uda ci się takiego spotkać i nie odpowie płynną polszczyzną) o najbliższe góry, ten bez wahania zabulgocze – „Wicklow, of course”. Położone o godzinę drogi od stolicy Irlandii pasmo jest wprost idealnym miejscem na weekendowy wypad. Także dla tych, którzy mieszkają w Polsce. I co najważniejsze – Wicklow gwarantują maksimum atrakcji przy minimum wysiłku!

Glendalough to w Gaeilge, drugim oficjalnym języku Irlandii „miejsce położone między dwoma jeziorami”. W VI wieku pewien ksiądz imieniem Kevin (wyniesiony potem do rangi świętego) założył tu klasztor. Gdy zmarł, miejsce stało się celem pielgrzymek wiernych, którzy chcieli iść w swej wierze drogą ascezy i izolacji od świata. Miejsce rzeczywiście temu sprzyja, bo położone w górskiej dolinie Glendalough jest wprost idealne na pustelnię. A przynajmniej było w czasach, gdy w góry Wicklow nie zjeżdżały tysiące Irlandczyków.

Wieża – ołówek

Do dziś można tu podziwiać pozostałości średniowiecznej historii Pośród drzew stoi tu kamienny kościół (St. Kevin’s Church) z wysoką, okrągłą jak ołówek, wieżą. To typowa dla Irlandii konstrukcja, z wąskimi, strzelniczymi otworami oraz drzwiami umieszczonymi wysoko nad ziemią. Do wnętrza wchodziło się po drabinie i głównie w przypadku zagrożenia. Gdy już wszyscy braciszkowie schronili się we wnętrzu „ołówka” drabinę chowano, tak by nikt niepowołany nie mógł dostać się do wnętrza budowli.

Lata prosperity Glendalough bezpowrotnie jednak minęły. Irlandcy wierni należą bowiem do tych, co za kołnierz nie wylewają. A wraz z rozwojem ruchu pielgrzymkowego rozwijały się tu również inne gałęzie przedsiębiorczości – zwłaszcza tej związanej z wszelkiego rodzaju cielesnymi uciechami. W efekcie w 1862 roku władze wydały oficjalny zakaz przyjmowania rozpustnych pielgrzymów.

Góry dla leniwych

Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło. Glendalough leży w samym sercu Wicklow Mountains, niewielkiego, dzikiego pasma górskiego położonego o zaledwie niecałą godzinę drogi od Dublina. Są to góry idealne dla tych, którzy lubią zapierające dech w piersiach widoki, ale nie przepadają za zapierającymi dech w piersiach podejściami. Wszyscy ci, którzy wolą „być na Wetlińskiej” niż „wchodzić na Wetlińską”, z pewnością poczują się tu usatysfakcjonowani.
Góry Wicklow nie są wysokie. Ich najwyższy szczyt Lugnaquilla ma raptem 1000 m n.p.m. Po drodze, w kilku najbardziej spektakularnych miejscach, zorganizowano punkty widokowe. Można tam stanąć na samym skraju przepaści i spojrzeć w jej czeluść. Jeziora i wpływające do nich potoki wydają się wówczas makietą czegoś, co dopiero przed nami.

Po wodzie

Podejście na grzbiet łańcucha otaczającego dwa dość sporej wielkości jeziora zajmuje jakieś 30 minut. Spacer odbywa się po drewnianych stopniach obitych specjalną antypoślizgową siatką. To dość istotne, biorąc pod uwagę fakt, że częściej tu pada deszcz niż świeci słońce. W takiej pogodzie drewniane kłody byłyby idealnym miejscem na ślizgawkę. Także dzięki tym stopniom i kładkom podczas wędrówki trudno zgubić szlak. Jest to po prostu technicznie niemożliwe. Są one bowiem najlepszą i jedyną gwarancją, że do butów nie dostanie nam się woda. Stoki gór Wicklow są wielkimi, podmokłymi torfowiskami i spontaniczny spacer wśród traw mógłby zakończyć się leczniczą kąpielą błotną. Kładki zapewniają więc przyjemny komfort.
Idziemy przez świerkowy las porastający zbocza gór, by po chwili znaleźć się na wietrznym i gołym jak kolano grzbiecie. Od tej chwili będziemy, bez względu na aktualną porę roku,  wędrować w takiej właśnie scenerii – żółtych traw i nagich zboczy. Po naszej prawej stronie cały czas mamy łańcuszek jezior, położonych dobrych kilkaset metrów w dole.

Jeziora pełne piwa

Dla przybysza łaknącego irlandzkich krajobrazów Wicklow to miejsce wprost idealne. Największym dla niego zaskoczeniem będzie kolor jezior, których widok towarzyszy mu niemal bez przerwy w czasie wędrówki.. Ich wody mają bowiem barwę narodowego napoju Irlandczyków, czyli oczywiście Guinessa. Dzieje się tak na skutek wypłukiwanego z górskich zboczy torfu niesionego potem przez strumień aż do jeziora. Niestety na kolorze się kończy. Na pintę ciemnego piwa strudzonemu wędrowcy przyjdzie poczekać aż do wizyty w stylowym pubie w samym Glendalough.

Śladami pasterzy

Jednak Wicklow, oprócz jednodniowych, przyjemnych wycieczek (pod warunkiem, że nie pada), oferują także coś dla prawdziwych twardzieli. To Wicklow Way – szlak zaczynający się nieopodal Bray, dzielnicy Dublina, a kończący w samym sercu parku narodowego Wicklow Mountains National Park. Na jego przemierzenie potrzeba kilku dni. Wiedzie on grzbietami pasma Wicklow, po części pokrywając się z trasą starego szlaku pielgrzymkowego, w innych zaś odcinkach łącząc się z trasami pasterzy, przepędzających po pobliskich górach swoje stada.
I to jest właśnie w Irlandii najcudowniejsze. Europejski tygrys gospodarczy ma tak naprawdę tylko jedno oblicze. Szklane budynki w Dublinie, opowieści o wysokim PKB i zachwalanie gospodarczego cudu to tylko przykrywka. Wystarczy wyjechać kilkanaście kilometrów za stolicę (która nie powala ogromem), by zobaczyć prawdziwą Irlandię ze stadami owiec i polami uprawnymi. Mimo gospodarczego cudu Irlandczycy nie zrezygnowali ze swojej prowincjonalności. Tyle że pod swoją wiejską chałupą stawiają nowiutkie BMW. Ale tego z góry nie widać.

Informacje praktyczne

Dojazd
Samolotem do Dublina – 1-1000 zł w zależności od przewoźnika i wyprzedzenia, z jakim zamawiane są bilety.
W góry Wicklow – Z Dublina autobusem z dworca autobusowego przy Beresford Place (na końcu Lower Abbey Street – max. 10 euro) lub samochodem do Glendalough.

Noclegi
Bed&Breakfast w Glendalough kosztuje około 20-30 euro za dobę. Nieco wyższe ceny panują w Dublinie. W Glendalough istnieje możliwość rozbicia namiotu i korzystania z toalety za max. 10 euro za dobę.

Autor:Filip Springer

z wykształcenia archeolog i etnolog, z zawodu dziennikarz i fotograf. Miłośnik jazdy na rowerze, islandzkiej muzyki i podróżowania śladami ulubionych pisarzy. Z książkami Andrzeja Stasiuka przejechał niemal całą Europę Środkowo – Wschodnią. Ulubione kierunki podróży to Bałkany, Irlandia Północna i najdalsze krańce Skandynawii. Wielki, niezrealizowany plan – Patagonia.

Belfast i Derry

Belfast i Derry

Miasta – symbole północnoirlandzkiego konfliktu stają się powoli największymi atrakcjami turystycznymi Ulsteru.…

Weekend w Budapeszcie

Weekend w Budapeszcie

Żyjemy w wiecznym pośpiechu. Dni wydają się coraz krótsze. Ciągle brakuje czasu. Zapominamy o relaksie i wypoczynku.…

Bruksela – brylanty, czekolada i piwo

Bruksela – brylanty, czekolada i piwo

Większość ludzi, przyjeżdżających po raz pierwszy do Brukseli, próbuje na początku ustalić, czy w podzielonej na czę…

Szwajcaria – tak naturalnie

Szwajcaria – tak naturalnie

Fantastyczne trasy, zapierające dech w piersiach widoki. Ekspresem Lodowcowym z St. Moritz do Zermatt przez 291 most…