Nasze serwisy polowki.pl mieszkaniedlasingla.pl

To jedyne takie miejsce na świecie. W niewielkiej wiosce Sapanta w rumuńskim Maramureszu znajduje się wesoły cmentarz. To punkt obowiązkowy każdej podróży do Rumunii.

Już sama podróż do Maramureszu to jakby podróż na inny kontynent. W samym centrum Europy znajduje się bowiem kraina, w której pod wieloma względami czas zatrzymał się w XIX wieku. Tutaj nadal można spotkać drabiniaste wozy wyładowane sianem, ubranych w tradycyjne stroje chłopów, tętniące życiem wiejskie targowiska i romskie tabory. Maramuresz to także góry – zapierające dech w piersiach, wysokie i odludne.

Do Sapanty najłatwiej trafić z Sygnetu Marmaroskiego i Satu Mare. Bliżej stąd jednak do granicy rumuńsko – ukraińskiej niż do jakiegokolwiek większego miasta. Warto jednak podjąć wysiłek podróży w te strony. Ta niepozorna, położona zaraz przy szosie wioska jest jednym z najbardziej niezwykłych, a przez to i najbardziej obleganych przez turystów miejsc na mapie dzisiejszej Rumunii. Znajduje się tutaj bowiem jedyny na świecie „Wesoły Cmentarz”, którego oglądanie jest podróżą przez życie spoczywających tutaj ludzi.

Zwiedzanie cmentarza możliwe jest za niewielką opłatą (10 lei czyli około 9 złotych). Za możliwość swobodnego fotografowania przyjdzie nam dopłacić kolejnych 6 lei. Warto to zrobić, bo tylko fotografie w pełni oddadzą magię i urok tego miejsca.

Na niewielkiej przestrzeni zgromadzono tutaj tysiące drewnianych nagrobków wykonanych przez zaledwie dwóch artystów. Pierwszym z nich był Ion Stan Patras, który przez czterdzieści lat rzeźbił w drewnie historyjki z życia ludzi, którym przyszło przenieść się w zaświaty. Gdy Patras zmarł i spoczął pod jedną z błękitnych kapliczek schedę po nim przejął jego uczeń – Dymitru Pop. I po dziś dzień maluje wesołe nagrobki na cmentarzu w Sapancie.Po wcześniejszym umówieniu się możliwe jest także zwiedzanie jego pracowni.

Każdy z nagrobków to mała opowieść o życiu i śmierci tego, kto pod nim leży. Na drewnianych tabliczkach wyryte postaci przy codziennych czynnościach – rolnik na traktorze, żołnierz w czołgu, dzieci idące do szkoły, kobieta wpadająca pod samochód. Życie całej wsi zapisane na kolorowych deseczkach stłoczonych na powierzchni może dwóch piłkarskich boisk.

Między tym wszystkim kręcą się rzecz jasna niemieccy turyści, wycieczki japończyków z cyfrówkami ale też miejscowi, mieszkańcy Sapanty, którzy przyszli odwiedzić swoich bliskich. Przed cmentarzem można zaś zaopatrzyć się w tradycyjne ludowe wyroby. I co ważne – tylko część z nich powstała w Chinach. Dla marmaroskiej wioski zagubionej gdzieś w górach Chiny są za daleko. O wiele łatwiej ludowe rękodzieło zrobić na miejscu!

Autor:Filip Springer

z wykształcenia archeolog i etnolog, z zawodu dziennikarz i fotograf. Miłośnik jazdy na rowerze, islandzkiej muzyki i podróżowania śladami ulubionych pisarzy. Z książkami Andrzeja Stasiuka przejechał niemal całą Europę Środkowo – Wschodnią. Ulubione kierunki podróży to Bałkany, Irlandia Północna i najdalsze krańce Skandynawii. Wielki, niezrealizowany plan – Patagonia.

Belfast i Derry

Belfast i Derry

Miasta – symbole północnoirlandzkiego konfliktu stają się powoli największymi atrakcjami turystycznymi Ulsteru.…

Perełka Norwegii

Perełka Norwegii

Trudno uwierzyć, że tętniące życiem Oslo pozostawało do połowy XX wieku w cieniu hanzeatyckiego Bergen. Jedna z najst…

W sercu Sztokholmu

W sercu Sztokholmu

Gamla Stan – rozrzucone na kilku niewielkich wysepkach serce Sztokholmu ma chyba tylko jedną, niegroźną wadę – szczyp…

Dublin – miasto poetów

Dublin – miasto poetów

Caed mille faile! Witajcie na Zielonej Wyspie. Przed nami wizyta w Dublinie- mieście pubów i poetów. Jeżeli dopisze na…