Nasze serwisy polowki.pl mieszkaniedlasingla.pl

,,Jest pośrodku ciemnego jak wino morza ziemia nijaka, Kreta, piękna i żyzna, wokół wodą oblana. Ludzi tam cma i dziewięćdziesiąt miast. Różne wśród nich języki pomieszane.”
Homer Odyseja (ok.700 p.n.e.)

Kreta od zawsze była moim marzeniem ale jakoś tak się stało, że marzenie to zostało zepchnięte gdzieś na inny plan i dopiero niedawno miałam okazję na własne oczy przekonać się jak ta wspaniała cywilizacja rozkwitła i zniknęła na zawsze zostawiając tylko szczątkowe ślady i wiele jednak domysłów.

Zatrzymaliśmy się w Maleme – małej miejscowości oddalonej od Chani ok. 16 km. Maleme okazało się rzeczywiście małą mieścinką, która w czasie II wojny światowej odegrała znaczącą rolę w bohaterskiej Bitwie o Kretę. Właśnie w owym czasie na ,,wzgórzu 107″ rozpoczął się niemiecki atak na wyspę. Maleme znalazło się w samym centrum tych tragicznych wydarzeń. Dziś na ,,wzgórzu 107″znajduje się niemiecki cmentarz, na którym pochowano przeszło 4 tysiące żołnierzy Wehrmachtu. Wiele nazwisk wydaje się znajoma – ma polskojęzyczne brzmienia. Według opisów byli to Polacy ze Śląska służący w Wehrmachcie. Droga na wzgórze nie jest łatwa ale chyba dlatego, że upał troszkę daje się we znaki. Po drodze na cmentarz wśród krzyków cykad wyłania się pierwsza obecność starożytnych – grób późnominojski odkryty w latach 60-tych XX wieku, w którym odnaleziono tajemniczą pieczęć z agatu.

Jako, że najbliżej naszego miejsca postojowego była Chania udaliśmy się tam drugiego dnia pobytu, ale zupełnie spontanicznie i bez analizowania pozwoliliśmy naszym stopom podążać dalej i dalej przez nieznane nam  ulice…. Co dla mnie było wyjątkowe to dojazd autobusem i sprzedaż biletów przez osoby, które były jakby prawą ręką kierowcy autobusu. Zawsze była to jedna osoba ale na trwałe chyba zapisze się w mojej pamięci pani, która po naszym wejściu do autobusu kazała nam usiąść i poinformowała nas, że zaraz podejdzie. Tak , tak podeszła – owe zaraz znaczyło nie od razu z racji, że pani musiała najpierw skończyć paczkę ciastek , którą dopiero co (według mnie) zaczęła pochłaniać. Wracając do Chani – piękne, malownicze miasto o niesamowitych kontrastach. Nowe wyrasta na starych ruinach o czym mogliśmy się przekonać błądząc w najwęższych i niesamowicie kolorowych uliczkach. W którymś momencie znaleźliśmy się bardzo blisko murów obronnych i wówczas rozpoczęła się kolejna część naszego zwiedzania-poszukiwania weneckiej latarni morskiej. Port najpiękniejszy na całej wyspie otoczony jest przejrzysta wodą o barwie gdzieniegdzie szmaragdowej a w innej części granatowej. Wiatr gnał ku brzegom fale i plątał nam włosy a słońce nie pozwala tu odetchnąć.

Chania jest jednym z najstarszych miast na świecie. Tutaj również odkryto ślady kultury minojskiej – pałac lub willę wraz z tabliczkami z pismem linearnym oraz pieczęciami przedstawiającymi miasto minojskie – ówczesną Kydonię ponieważ tak nazywano kiedyś Chanię. Za czasów okupacji weneckiej powstały dzisiejsze wspaniałe mury obronne a po zdobyciu jej przez Turków-meczet Janczarów. Po okupacji tureckiej Chania została stolicą Krety aż do 1971 roku.

Miasto rzuciło nas na kolana! Takiej mieszanki nie widziałam już dawno…. Wróciliśmy do hotelu pełni wrażeń i planów na następne dni.

I tak , jak planowanie stało się najważniejszą częścią wyjazdu, tak Knossos okazało się pierwszym miejscem , do którego zaplanowaliśmy własną , dłuższą wycieczkę;-) To było właśnie to marzenie. To, o którym uczyłam się na zajęciach z historii sztuki i doczytywałam w domu narzekając, że tak mało wiemy. Homer pisał o Knossos jako o stolicy minojskiej Krety. Biorąc pod uwagę jego rozmach i powierzchnię-22 tys. metrów kwadratowych to musiał to być największy i najpotężniejszy pałac na Krecie. Wiele osób zapewne jest niezadowolonych z tego, że tak niewiele pozostało. Ciągle słyszałam:,,tam nic nie widać” lub ,,tam nic nie ma”… Rozumiem, to zupełnie nowe doznanie dla osób które widziały prawie w całości zachowane nasze czy inne pałace, zamki, akropole czy jeszcze inne architektoniczne wspaniałości. Dlatego warto myślę przestudiować historię, by odsłonił się nam choć rąbek tajemnicy – malutki.

Jakieś sto lat temu krążył po świecie mit o królu Minosie i Minotaurze, który został zamknięty w pałacu-labiryncie o tysiącu pokoi. Ku naszej uciesze sir Arthur Evans odkrył to miejsce i mit stał się czymś więcej niż opowieścią.  Podróżnych przekraczających mury od strony bramy północnej wita wspaniały relief byka. Fresk ten został odnaleziony w szczątkowej ilości i po 30 latach doczekał się rekonstrukcji. Szarżująca bestia w gaju oliwnym ukazuje kult byka oraz mówi o dość ryzykownym sporcie jakiemu poświęcali się Kreteńczycy – skokom nad grzbietem szalejącego zwierzęcia co również ukazuje inny fresk.

Pierwszy pałac królewski został wybudowany w 2000 r.p.n.e. i 300 lat później zniszczony w wyniku bliżej nieznanego kataklizmu. Rozpoczęto kolejną budowę-jeszcze wspanialszego pałacu, który w ok. 1500 r.p.n.e. został zniszczony i cywilizacja minojska zniknęła na zawsze. Platon opisał ogromną eksplozję wulkanu na morzu egejskim, która miała miejsce 3,5 tys. lat temu.  Grecki archeolog Spirydon Marinatos powiązał właśnie wybuch wulkanu na wyspie Tera ze zburzeniem pałaców minojskich i poparł swoją teorię dowodami. Ale po kolei…

Santorini, o której mowa, była okrągłym obszarem lądu z wulkanem na samym środku wyspy. Potężna eksplozja wyrzuciła w górę ogromne ilości pumeksu i popiołu wulkanicznego, które zasypały wyspę warstwą o grubości ok. 30 m. Wulkan zapadł się pod wodę zabierając ze sobą większą część wyspy i powodując przemieszczenie się wody na miejsce dawnego lądu. To doprowadziło do powstania ogromnych fal tsunami. Uczeni opisują, że przy wybuchu na Santorini początkowa wysokość fali miała aż 210 metrów dochodząc do Krety 70 metrów! Tak oto wybuch wulkanu zniszczył flotę kreteńską, pola uprawne, co pozbawiło zwierzęta i ludzi pokarmu. Dlatego  najprawdopodobniej starożytne miasta nie zachowały się na Krecie w stanie jakim byśmy sobie życzyli. Wykopaliska w starożytnym mieście Akrotiri zasypanym przez popiół wulkaniczny wydobyły na światło dzienne wspaniałe freski , które zdobiły domy mieszkalne jakże podobne w stylu tym znalezionym w kompleksie pałacowym w Knossos.

Wycieczka rozpoczęła się w porcie Athinos i dalej ku miejscom znanym do tej pory tylko z pocztówek. Białe domki i niebieskie kopuły kapliczek przyklejone do wulkanicznych skał sprawiały wrażenie nierealnych i nieosiągalnych. Dopiero kiedy pokonywaliśmy autokarem stromą górę zaczęłam wierzyć , że naprawdę zbliżamy się do miast Santorini. Miasta Oia i stolica Fira uchodzą za najpiękniejsze miasta greckie a plaża w Perissa pokryta czarnym żwirkiem otacza ciemną morską głębinę. Cudowne miejsce i opuszczanie go choć w godzinach nocnych było trudne. Jeszcze długo patrzyliśmy na światła znikające na horyzoncie – moja Tera…

W przewodniku napisano, że duże statki wycieczkowe kursujące z Krety mają bary i restauracje na pokładzie, zaś w drodze powrotnej zapewniają wieczorną rozrywkę…  Tak, muszę powiedzieć, że rozrywka była i to jaka! Zaczęło się od rozdawania torebek (tzw. chorobowych) dla pasażerów. Pan z obsługi-myślę-rozdawał osobom o dziwnym zabarwieniu twarzy jako, że nie wszyscy je otrzymali. Reasumując: 3/4 statku dobrze się bawiła. Tyle, że kiedy silniki wysiadły i zgasły wszystkie światła nie było już tak wesoło a moja lektura o tsunami na morzu śródziemnym zrobiła się trochę nerwowa (na morzu, płynąc na Santorini popsuł się jeden silnik wracając płynęliśmy wciąż na tym braku). Moja rada: lepiej zamknąć oczy i poddać się rytmom falującego morza. Morze było wzburzone ale o sztormie nie było mowy. Na szczęście silniki się włączyły i po 4 godzinach od wypłynięcia z Santorini dotarliśmy szczęśliwie do Rethymnonu. To byłoby na tyle jeśli chodzi o dużą zorganizowaną wyprawę z wyspy na wyspę z takimi przeżyciami.

W następnej kolejności były krajobrazy warte poznania: Zatoka Balos i Półwysep Gramvousa. Do Kastelli Kissamou przyjechaliśmy o godz 10:20 po tym jak 5 minut wcześniej odpłynął ostatni ekspres na Gramvousa-Balos. Należało zabrać ulotki reklamujące to miejsce i przyjechać dnia następnego przed czasem oczywiście. Wypożyczając samochód przemiła pani zaopatrzyła nas w mapę Krety z zaznaczonymi miejscami, które trzeba odwiedzić. Szczególnie polecała Falasarnę z racji jej odpowiedniej lokalizacji i przepięknych widoków – jak się wyraziła. Gramvousa tego dnia nie wyszła nam najlepiej, więc postanowiliśmy zobaczyć tę Falasarnę.

Jechaliśmy główną drogą i dotarliśmy do trasy prowadzącej na wykopaliska – ku mojej niezmiernej radości. Trzeba naprawdę uruchomić wyobraźnię, żeby zobaczyć to, co opisują przewodniki. Falasarna była w przeszłości antycznym portem , do którego zawijały greckie statki. W tej chwili zostały prawdziwe szczątki – pozostałości murów rozłożonych wokół gór okalających piękną plażę. Pozostałości domów skupione są wokół dawnego basenu portowego , którego położenie ok. 100 m w głąb lądu dowodzi stopniowego przemieszczania się lądu. Wykopaliska trwają nadal. Archeolodzy do tej pory odkopali nieznaczną część portu. Ale Falasarna to nie tylko ruiny, to także niesamowite krajobrazy. Takich widoków w tej części wyspy jest mnóstwo.

Na początku wspinaliśmy się po skałach i oglądaliśmy zatokę z góry zachwycając się tak jak pani w wypożyczalni. Zeszliśmy w dół ( zabrałam po drodze ze sobą straszliwego pająka), mijając ruiny zawitaliśmy do kapliczki , która była otwarta a potem skierowaliśmy się w stronę plaży. Brzeg piaszczysty, wysoka fala i góry tworzyły piękny krajobraz, ale kiedy wchodzi się do wody i zaczyna pływać, to pływa się w najpiękniejszej okolicy z widokiem na szczyty gór zatopionych w chmurach. Niezapomniane przeżycie.

Gramvousa też się udała. Następnego dnia byliśmy przed czasem i mogliśmy delektowaę się pięknem przejrzystych wód i pięknych krajobrazów. Po opłynięciu półwyspu dotarliśmy do wyspy Gramvousa, na której Wenecjanie wybudowali twierdze obronną. Podczas tureckiej okupacji twierdza nigdy nie została zdobyta, a my w tym upale również mieliśmy z tym problem. Będąc już na górze mogliśmy podziwiać śliczne widoki na zatokę Balos. Zatoka Balos jest miejscem magicznym z wodą w kolorze turkusu, dnie nieskazitelnie czystym i różowym piasku! Takiego piasku nigdy nie widziałam mówiono, że jest na Elafonisi, ale to mi wystarczyło i Elafonisi zostało odroczone do odwołania. Kiedy dotarliśmy na miejsce, większość ludzi rozbiegła się po plaży zachwycona i zaczęła korzystać z uroków zatoki – wylegiwać się na słońcu i moczyć w wodzie. Ja musiałam wspiąć się na szczyt, aby na własne oczy przekonać się, jak wygląda zatoka wyjęta z folderu dołączonego do biletu. I opłacało się! Jednak upał dokuczał i trzeba było wracać. Wszystko co piękne szybko ulatuje…

Tuż przed wyjazdem ostatniego dnia zrobiliśmy sobie niesamowitą wycieczkę do Gortyny, Festos oraz w stronę oceanarium znajdującego się w miejscowości Gournes, 15 km od Iraklionu. Akwarium morskie zostało założone w 2005 r. na terenie dawnej amerykańskiej bazy lotniczej. Według informacji znajduje się tam 4 tys. organizmów morskich: plankton, ukwiały, meduzy, ośmiornice, różne fajne ryby – duże i małe. Można je fotografować, ale bez użycia lampy. Wizyta zajęła nam ok.1,5 godz. Kiedy wyszliśmy, znalazłam tuż przy samochodzie bilet wstępu do Gortyny. Dziwny zbieg okoliczności, przecież i tak tam właśnie jechaliśmy…

W Gortynie wędruje się poprzez pola i szuka pozostałości rzymskiego miasta. Ruiny są rozrzucone na dosyć dużej powierzchni. Idąc w upale ,,odkryliśmy” niezliczoną ilość kamieni, części murów, trochę kolumn oraz cały teren prawdziwych wykopalisk. Jedyną przeszkodą jest płot, który broni wstępu na teren wykopalisk. Płot jest na słowo honoru ale my uszanowaliśmy ten zakaz.

Najlepiej zachowane są ruiny teatru, tzw. odeonu, w którym Rzymianie słuchali koncertów. Tuż za nim znajdują się kamienne tablice schronione pod arkadą z cegieł zawierające słynny kodeks z Gortyny – pierwszy znany kodeks prawa w Europie. Jednak najciekawsze są pozostałości bazyliki Agios Titos ukazujące wejście do miasta i rozrzucone wszędzie kolumny. Agios Titos (Św. Tytus) powstała przypuszczalnie w miejscu męczeńskiej śmierci Św. Tytusa wysłanego przez Św. Pawła, aby nawracał mieszkańców Krety. Bazylika zbudowana na planie krzyża posiadała 3 nawy główne oddzielone od siebie kolumnami. Dowodem są zachowane bazy kolumn.

Niestety nie mieliśmy już za dużo czasu i nie mogliśmy wyruszyć na poszukiwanie jeszcze większej ilości śladów starożytnej Gortyny. Naszym kolejnym punktem na mapie okazało się Festos wyproszone w ostatniej chwili: ,,przecież to zaledwie 2 km w bok”. I tak nie zdążyliśmy już do Matali.

Jadąc dalej spotkaliśmy po drodze znaki prowadzące do Festos. Położenie pałacu na grzbiecie wystającym nad doliną Messara świadczy o tym jak wielkie znaczenie musiał mieć pałac. Ustępował wielkością tylko temu w Knossos. Rządził w nim król Radamantys, brat króla Minosa. Z wielkiego dziedzińca roztacza się wspaniały widok na góry Psiloreitis. Od strony północnej znajdowały się apartamenty królewskie, a za jedną z sal słynny Dysk z Festos pokryty hieroglifami, których do dziś nie udało się odczytać. Wykopaliska nie robią tak wielkiego wrażenia jak w Knossos. Odkopane mury nie są pokryte żadnymi freskami i najprawdopodobniej były pokryte tylko białym tynkiem. Jedno jest pewne: pałac pięknie i naturalnie swoją kolorystyką wpisuje się w okolicę gór tworząc z nimi harmonijną spójność.

To były ostatnie godziny z wynajętym samochodem i dość szybko musieliśmy poruszać się po wykopaliskach. Czasu pozostało niewiele i trzeba było wracać. Powrót po takim dniu przez ostre zakręty nad wieloma przepaściami też, muszę przyznać, był niemałą atrakcją.

Takim właśnie akcentem zakończyła się wizyta na Krecie, której nie sposób odkryć za jednym razem. Nie da się również wszystkiego opowiedzieć. Wiele historii, które się wydarzyły były małymi punktami w podróży i opisy ich zajęłyby jeszcze więcej czasu. Poza tymi miejscami udało nam się jeszcze odwiedzić Paleochorę i Omalos, a także dojechać do wąwozu Samaria. Jednak ta podróż miała mieć zdecydowanie inny charakter i dlatego mam nadzieję, że jeszcze kiedyś uda się powrócić na Kretę – niezapomnianą wyspę, by przejść przez wąwóz i odpocząć pod palmami w Vai, na drugim jej końcu.

Gościnność Greków została sprawdzona i drogi również  choć bardzo niebezpieczne a także ich oznakowania, a czasem ich brak – to wszystko to również są uroki Grecji.  Bez tego wszystkiego nie byłoby tylu atrakcji…

Autor:Marta Betlej

Krymska odyseja. Zapiski z podróży.

Krymska odyseja. Zapiski z podróży.

Wyjazd na Krym planowaliśmy od kilku miesięcy. Początkowo mieliśmy jechać większą grupą. Z czasem ekipa się wykruszy…

Indie – z innej strony

Indie – z innej strony

Podróżowałam po wielu krajach Azji, ale tylko Indie, jak magnes, przyciągały mnie z powrotem… aż w końcu wybrał…

Polak – Europejczyk

Polak – Europejczyk

Słońce powoli kryje się za horyzontem. Ciepły, jesienny dzień dobiega końca. Rozklekotany autobus z Warszawy zbliża…

Afgan nie zabije konia

Afgan nie zabije konia

Na Tajmani Street zatrzymuję rozklekotaną taksówkę. Jak wszystkie w Kabulu – żółtą. Stąd, pod siedzibę Ministerstwa…