Nasze serwisy polowki.pl mieszkaniedlasingla.pl

MoskwaПокажите мне Москву, я прошу.
Может, воздухом её задышу.
Покажите мне Москву без гостей,
Купола и полумрак площадей….(..)

Na Moskwę miałam stosunkowo dużo czasu, całe dwa miesiące. Dużo? Turyście starczyłoby, podróżnikowi mało. Chciałam, żeby ktoś pokazał mi to olbrzymie miasto bez gości, bez blichtru, opakowania, oprowadził po miejscach gdzie tętni prawdziwe życie, wyjaśnił, roztłumaczył, nauczył, zabrał tam, gdzie nie trafiłabym z przewodnikiem Pascala, LP czy Bezdroży.

Zaraz po przyjeździe poznałam Saszę, Moskwiczanina. Moja Moskwa odbija się w jego oczach, w oczach Tatiany i Nataszy. Moja Moskwa ma smak chińskiej herbaty, zapach kadzideł cerkiewnych, ciągnie się jak gorąca czekolada z Szakaładnicy, jest hinduska, gruzińska, tuwińska. Należy do Rericha i Bułhakowa.

Sasza i czaj

MoskwaSasza jest lekarzem. Niekonwencjonalnym – leczy przy pomocy chińskiej medycyny. Prowadzi zdrowy tryb życia, uprawia snowbord, jogę. Pije herbatę, dużo herbaty, tylko herbatę zieloną, czerwoną, białą, żółtą. Zna wszystkie “czajne kluby” w Moskwie. Dzięki niemu ja też je znam. Pierwszy “klub herbaciany”, jaki mi pokazał został urządzony w starej świątyni po Starowiercach, których wypędzono z Rosji po raskole. Przychodzą tu raczej tylko wtajemniczeni. Panuje bardzo spokojna, relaksacyjna, delikatnie erotyczna atmosfera. Nie ma stolików i krzeseł. Herbatę pije się, leżąc na poduszkach pod zasłonkami z przeźroczystego, czerwonego muślinu. Panuje półmrok i sączy sie odprężająca muzyka. Karta herbat zawiera kilkadziesiąt pozycji. Ceny w tak zwanych “jedinicach” czyli walucie obcej.

Sasza mówi, że ludzie którzy piją dużo herbaty (parzonej we właściwy sposób), zachowują się trochę jak po lekkich dragach. Są w podobnej euforii. Tak jak obsługująca nas dziewczyna i jak bohater “Poematu o Herbacie” Lu Tonga z XI wieku”.

“Pierwsza czarka wilży me warg i gardło,
Druga czarka rozpędza smutek i samotność,
Trzecia wpływa w me wnętrze, pilnie je przeszukując,
I znajduje tomidła pełne wyrazów obcych,
Wypiwszy czwartą czarkę zaczynam się lekko pocić,
Co było złe w mym życiu wypływa przez skórę,
Piąta czarka obmywa każdą cząsteczkę ciała,
Po szóstej słyszę wezwanie do kraju nieśmiertelnych,
A siódma czarka.. niestety! Już więcej pić nie mogę!
Czuję chłodny wiaterek dmący przez me rękawy.
Gdzie Wyspy Nieśmiertelnych, na które się wybieram?
Wietrzyk mnie tam zaniesie, O Mistrzu Źródła z Nefrytu.”

Wybrane liście herbaty wąchamy… wolno, spokojnie głęboko wdychając ich zapach.

TeaZ zamkniętymi oczami. Próbujemy się z nią zaprzyjaźnić. Ona nam podpowie, pokaże skąd pochodzi, jeśli jesteśmy dość wrażliwi. Przekazujemy jej nasze pozytywne myśli i energię a ona nam. Pierwszy napar z herbaty wylewa się. Niektórzy mówia że oddajesię go duchom, ale tak naprawdę ta procedura służy obmyciu herbaty z nieczystości, a dopiero przy kolejnym kontakcie z wodą herbata otwiera się niczym młoda kobieta, wydobywa swój smak. Kolejna czarka jest coraz bardziej dojrzała, mocniejsza, aromatyczna jak świadoma kobieta, by na sam koniec , przy 10 parzeniu umrzeć jak staruszka. Ostatnie czarki nie są już takie smaczne, aromatyczne. Są trochę cierpkawe.

Herbatę podczas ceremonii chińskiej pije się z maleńkich, płaskich piałek o nazwie gajwan, posiadających żeńską energię, które do pary posiadają “męską” wysoką, głęboką niczym wydłużony naparstek. Herbatę najpierw nalewa się do tej podłużnej, przykrywa płaską i odwraca do góry nogami. Podnosząc “męską” powinniśmy liczyć “bulknięcia” herbaty. Im więcej tym lepiej.

Mała piałka nie może istnieć bez dużej, jak energia dodatnia bez ujemnej, jak kobieta bez mężczyzny. Musi być zachowana równowaga i harmonia. Ceremonia picia herbaty po chińsku to prawdziwa medytacja.

Kompleksy albo mania wielkości

Muzeum wojnyZadziwiające, jak wielkie, wysokie są pomniki w Moskwie. Pną się do nieba. Olbrzymy ogarnięte manią wielkości. Właściwie to ich twórcy albo zleceniodawcy twórców.

Pomnik Jurija Gagarina stoi w miejscu, gdzie kosmonauta spotkał się z tłumem Moskwiczan, po swoim udanym locie. Pomnik ustawiono w 1980 roku. U stóp Gagarina leży złota kula przedstawiająca glob ziemski. Na nim wyryte są słowa: “12 kwietnia 1961 sowiecki statek kosmiczny “Wschód” z człowiekiem na pokładzie dokonał lotu dokoła kuli ziemskiej. Pierwszy człowiek z kosmosie – obywatel Związku Sowieckich Socjalistycznych Republik Jurij Gagarin”.

Dzień 12. kwietnia jest świętowany w Rosji jako Dzień Kosmonautyki.

OstankinoW okolicach WDNCH (Ogólnorosyjskiego Ośrodka Wystawienniczego) strzela w górę i ginie w chmurach rakieta na tytanowym obelisku stumetrowej wysokości. To pomnik radzieckiej kosmonautyki. Pochyla ku niemu głowę telewizyjna wieża Ostankino, wysoka na 540 m. Została zbudowana w latach 1963-1967 dla uczczenia pięćdziesiątej rocznicy Rewolucji Październikowej. Do roku 1975 była najwyższą budowlą na świecie. Same fundamenty wieży sięgają 74 metrów w głąb ziemi.

Na zachodzie Moskwy w Parku Zwycięstwa pomnik upamiętniający udział ZSRR w Wielkiej Wojnie Ojczyźnianej w latach 1942-45. Ma 142 metry wysokości. Każde 10 cm pomnika to 1 dzień wojny.

Pomik Piotra Wielkiego, wykonany przez nadwornego rzeźbiarza mera Moskwy, Zuraba Ceretielego ma 94,5 metra. Budzi kontrowersje jak sam artysta, który stoi na czele Rosyjskiej Akademii Sztuk Pięknych. Najbardziej radykalni przeciwnicy próbowali wysadzić pomnik.

Nie tylko pomniki są ogromne w Moskwie. Ogromne są ulice, kilkupasmowe. Ogromne są budynki rządowe, mieszkalne. Wszystko musi wielkie, jak wielka jest Rosja, jak wielka i rozciągła jest dusza rosyjska..

Komunizm to władza plus elektryfikacja

Pomnik LeninaTo jest coś! Już sama brama na Wystawkę Dostiżeni Narodnogo Hazjajstwa – większa od Łuku Triumfalnego na prospekcie Kutuzowa z pozłacaną parą przedstawicieli ludu pracującego (robotnik i kołchoźnica), niosącą snopek zboża w kierunku towarzysza Lenina, który patrzył na nich z cokołu i wskazywał ręką, zapowiadała wiele atrakcji a’la monumentalny socrealizm.

W 1937 monstrualna (25 metrowa) rzeźba ważąca 80 ton była prezentowana na wystawie w Paryżu. To pierwsza na świecie rzeźba wykuta w nierdzewnej stali chromowo-niklowej.

WDNCH zbudowany w latach trzydziestych ubiegłego stulecia, powiększany w latach 50-60. był wystawą nieustających sukcesów i osiągnięć gospodarki narodowej ZSRR. Każda republika byłego Sojuza miała tu swój pawilon wystawienniczy. Piękny, Wielki, Złoty. W stylu swej narodowej architektury.

Cały obszar wystawienniczy ma dwa kilometry długości i kilometr szerokości. We wrześniu 2004, trzy tygodnie po wydarzeniach biesłańskich, na terenie WDNCH odbywał się koncert pod hasłem” Narody Rosji przeciwko terroryzmowi”. Występowała tęgawa zasłużona artystka Rosji, w powłóczystych złotych szatach. Śpiewała: “ja kocham Cię Rosjo, bez ciebie nie ma szczęścia, będę dumna z ciebie przez całe życie”. Po zasłużonej artystce Rosji wystąpił zasłużony artysta Osetii Północnej. Potem dzieci kaukaskie zatańczyły lezginkę a potem staruszki z ludowego zespołu rosyjskiego machały rękami i błyskały złotymi zębami.

Po koncercie poszłam zwiedzać pawilony. W ormiańskim skosztowałam koniaku Ararat, w gruzińskim wina czerwonego a w pozostałych pogrzebałam w akcesoriach wojskowych, podrabianych ciuchach z Chin, koszulkach z Che Guevarą za 300 rubli – połowę taniej niż na Arbacie, kasetach i płytach CD za 100 rubli. Zakupiłam zestaw do picia chińskiej herbaty. W pawilonie Kosmos podziwiałam telewizory i magnetowidy, w sąsiednim kwiaty doniczkowe, na kolejnym hasło Lenina: “Komunizm to władza radziecka plus elektryfikacja”.

Na WDNCH wracałam jeszcze kilka razy po tanie gruzińskie wino. Wtedy jeszcze nie było na niego embarga.

Rerich

MoskwaRerichem zaraził mnie Sasza. Któregoś dnia zabrał mnie do jego muzeum przy małym Znamieńskim piereułku 3/5. Rerich zafascynował mnie głęboko. Głównie jako malarz i wybitny podróżnik – namalował siedem tysięcy obrazów. Ale nie dlatego. Wiele obrazów poświęcił wysokim górom. Są dramatyczne, subtelne i piękne. Rerich przez całe życie poszukiwał Piękna, Prawdy i Mądrości, które było dla niego święte. W tych obrazach to jest widoczne. Emanuje z nich prostota. Osiemdziesiąt pięć lat temu ruszył w wielką podróż przez Ałtaj, chiński Turkiestan, Mongolię i Tybet. Zatrzymał się w Indii. Jego celem były Himalaje. Podczas dwuletniej wędrówki prowadził badania lingwistyczne, etnograficzne, medyczne i malował. Namalował wtedy ponad 500 obrazów.

Muzeum przy Znamieńskim zawiera niedużą ich kolekcję. Większość znajduje się w Nowym Jorku.

Rerich podbił mnie też jako pisarz. Po powrocie z Moskwy wyszperałam w antykwariatach jego dzienniki z podróży zebrane w tomie Ałtaj-Himalaje, wydane w Polsce w 1980 r. Barwna relacja i skarbnica wiedzy o Azji Środkowej.

Po zakończeniu swojej wielkiej ekspedycji, Rerich z rodziną osiedlił się w dolinie Kulu, na podgórzu himalajskim. Zmarł w 1947. Jego prochy spoczywają na skłonie którejś z himalajskich gór i patrzą na ośnieżone szczyty. Ja też bym tak chciała.

Torty Stalina

MoskwaStalin stwierdził, że Moskwa potrzebuje drapaczy chmur. I wybudowano w latach pięćdziesiątych ubiegłego już wieku siedem wysotek, nazywanych czasem tortami urodzinowymi lub siostrami Stalina. W dwóch z nich mieszczą się hotele: Leningradzkaja i Ukraina. Ukraina ma 29 pięter, 200 metrów wysokości. Cytowany już przeze mnie Janusz Głowacki pisał, że w 1989 r. w hotelu Ukraina nie domykały się okna. Nie było mydła i etażna wydzielała po jednej porcji papieru toaletowego na każdy dzień pobytu. Nocleg w Ukrainie kosztuje dziś ponad 100 dolarów.

Dwa inne drapacze to ministerstwa: Spraw Zagranicznych i Rolnictwa, kolejne dwa to bloki mieszkalne Kudrinska i Kotelniczewska. Kudrinską zamieszkują urzędnicy państwowi. W jedynie słusznych czasach, w każdym mieszkaniu był podsłuch. Nie wiadomo, czy w obecnych też nie. Najbardziej okazały siódmy wieżowiec to Państwowy Uniwersytet MGU im. M. Łomonosowa. Ma 36 pięter. Wybudowali go skazańcy w latach 49-53.

W 2005 roku firma budowlana Don stroj pobiła nowy rekord – zbudowała najwyższy mieszkalny budynek Europy. Pałac Triumfu bo tak się nazywa ósmy tort (tylko już nie Stalina) ma 264,1 m (sama szpila na szczycie ma 50 m) i 54 piętra. Drapacz znajduje się w okolicach stacji metra Sokoł.

Do dyspozycji mieszkańców są: basen, bilard, bowling, restauracja, plac zabaw dla dzieci, kino, sklepy, supermarket, bank, sauna, spa, solarium, fitness klub, szkoła.

W listopadzie można było kupić około 40 mieszkań w wysotce. Na przykład na 42 piętrze 245 metrowe mieszkanko za 2 miliony 940 tysięcy dolarów. Do tego parkingowe miejsce w podziemnym parkingu za 2 miliony, ale rubli albo inny penthauzik na 4 piętrze, 113 metrów trochę taniej za 916 tysięcy dolarów.

Tajemnice Bułhakowa

Moskwa“Kiedy zachodziło właśnie gorące, wiosenne słońce, na Patriarszych Prudach zjawiło się dwóch obywateli..”, tak zaczyna się powieść Michaiła Bułhakowa “Mistrz i Małgorzata”, która od wielu lat nieustannie rozgrzewa moją wyobraźnię. Obywatele ci, siedzący na ławeczce w cieniu lip rozprawiali o Jezusie Chrystusie, a ściślej redaktor miesięcznika literackiego, Michał Aleksandrowicz Berlioz dowodził młodemu poecie Iwanowi Nikołajewiczowi Ponyriowowi, iż Jezusa nie ma i nigdy nie było. Co się stało potem z Berliozem i Ponyriowem, tego nie zdradzę.

Spacerując po jesiennej Moskwie, wielokrotnie przychodziłam nad staw w okolicach Sadowej, Małej Bronnej, siadałam na ławeczce – może na tej samej – w oczekiwaniu na tajemniczego osobnika w szarym berecie, z laską z czarną rączką w kształcie głowy pudla i jego psotną świtę. A może i na samego Mistrza. Wydawało mi sie, że widzę Małgorzatę z rozwianym włosem i naręczem niepokojąco żółtych kwiatów. Nad stawem przechadzali sie jednak tylko zwykli Moskwiczanie, spadały do wody złote liście z drzew okalających staw, dzieci karmiły łabędzie.

Nie działo się nic tajemniczego, wiec podnosiłam się z ławki i szłam szukać kolejnych miejsc opisanych przez Michaiła Afanasiewicza. Mieszkanie nr 50 przy Sadowej 302 a, gdzie rezydowała diabelska świta Wolanda, gdzie odbywał się doroczny bal u szatana bylo tuż za rogiem. W kamienicy przy Balszoj Sadowej 10 mieszkał sam Mistrz Bułhakow.

“W 1989 klatka schodowa była pokryta rysunkami Azazella i Behemota i Małgorzaty i Wolanda. Ktoś napisał Woland przyjeżdżaj! Ratuj! Strasznie się dużo drani w Moskwie namnożyło. W 1996 klatkę pomalowano na szaro”*. Jesienią 2004 roku, na parterze mieścił się restaran-bar Teatron, serwujący europejską kuchnię i kawiarnia sieci Haiz.

ArbatMałgorzata mieszkała z mężem w willi z ogrodem przy jednej z uliczek w pobliżu Arbatu, a Mistrz wygrawszy 100 tysięcy rubli, rzucił żonę i pracę w muzeum i wynajął suterenę w zaułku arbackim. Tylko w którym? Nadaremnie szukam, przemierzając Arbat wzdłuż i wszerz. Gdzieś w okolicach Twerskiej – najbardziej dziś ekskluzywnej ulicy Moskwy – spotkali się wreszcie po raz pierwszy.

Na Worobiowych Górach, z których roztacza się przepiękny widok na Moskwę, Woland, Korowiow, Behemot, Mistrz i Małgorzata w czarnych podróżnych płaszczach, na czarnych rumakach rzucali ostatnie spojrzenie na stolicę. Na zawsze opuszczali miasto, w którym nie zaznali spokoju. Dziś na Worobiowych Górach przechadzają się studenci Uniwersytetu Łomonosowa, turyści kupujący matrioszki, starocie a’ la socrealizm, posążki Ilicza Lenina, handlarze grają w szachy a nowożeńcy przychodzą wypić szampana. Czy ktoś z nich w grzmotach jesiennej burzy usłyszy gwizd Korowiowa, od którego woda w rzece zawrzała, a ziemia popękała aż do samej rzeki?

Stamtąd niedaleko na cmentarz Nowodziewiczy (takie Powązki moskiewskie) przytulony do monastyru o tej samej nazwie. Bułkhakow spoczywa tu wraz z trzecią, ostatnią żoną Eleną. Czarna, prosta tabliczka: Pisarz Michał Afanasiewicz Bułhakow, 1891-1940.

Kilka czerwonych goździków i złotych jesiennych liści w nieładzie.

* fragment pochodzi z książki Janusza Głowackiego ” Z głowy”

Autor:Olga Mielnikiewicz

Włóczyła się przez kilka lat po krajach postsowieckich i wschodnich rubieżach Polski, zazwyczaj na rowerze, ale ostatnie 2,5 roku spędziła na misjach humanitarnych w Czeczenii i Afganistanie. W wolnym czasie czasem coś napisze, robi zdjęcia, pokazuje slajdy i sprawia jej to dużą frajdę. Lubi podróżować sama, ale nie unika towarzystwa.

Moje impresje weneckie

Moje impresje weneckie

Wielu udaje się do Wenecji nie tylko po to, by ją zobaczyć, ale by w Wenecji znaleźć szczęście. Kiedyś po to się podróżowa…

Nie jedzcie sardynek!

Nie jedzcie sardynek!

Każda podróż pozostawia po sobie wspomnienia, te dobre i te złe, naszym zadaniem jest, aby tych pozytywnych było jak na…

W ciszy klasztornych korytarzy

W ciszy klasztornych korytarzy

W zakolu Odry, 45 kilometrów od Wrocławia, w 1163 roku książę Bolesław Wysoki osadził zakon Cystersów. Był to gest wdzi…

Katar w lutym – jak Allach pozwoli…

Katar w lutym – jak Allach pozwoli…

Nasz samolot niezbyt przepełniony, co jest ostatnio dużą rzadkością miał międzylądowanie w Bahrajnie, skąd w jeszcz…