Na Morzu Śródziemnym – dziennik z podróży
Autor: redakcja portalu
7-10.05.2011 , Savona – Barcelona – Ajaccio – Savona
Dzień pierwszy: Rozmiar jednak ma znaczenie!
Savona, Riwiera Liguryjska, 2 godziny jazdy samochodem z Mediolanu. Do granicy z Francją i na Lazurowe Wybrzeże jest stąd niecałe 100 kilometrów. Ok. 15.00 wchodzimy na statek. Costa Deliziosa jest jednym z 16 we flocie włoskiej firmy Costa Cruises. Statki Costy pływają po całym świecie. My wybraliśmy się w rejs po Morzu Śródziemnym, krótki, bo tylko czterodniowy. Standardowy rejs trwa 7 dni. Deliziosa ma 12 pokładów i jest wyższa od wszystkich budynków w porcie. Wygląda imponująco! Rozmiar jednak ma znaczenie;)
W holu gwar. Słychać różne języki: włoski, francuski, hiszpański, niemiecki i angielski. Jeszcze nie wierzę, że to się dzieje naprawdę. Pod stopami mam najpiękniejsze włoskie marmury, nad głową pełne przepychu żyrandole, a na ścianach kaskady kolorów. “Człowiek jest tylko sumą oddechów” – tłuką mi się po głowie słowa piosenki Sidneya Polaka i jak ta blondynka z
dowcipu muszę pamiętać, żeby oddychać. To, co widzę, zapiera dech. Deliziosa kosztowała 550 mln euro. Za taką sumę można wybudować w Warszawie 10 luksusowych hoteli!
Kabina nr 8219, 8. pokład o nazwie Petunia – tu będę mieszkać. Przestronna, jasna, z dużym łóżkiem, dużym lustrem i balkonem z widokiem na morze. Miło schować się tu przed natłokiem języków, głosów i kolorów. Raymond to steward kabinowy, który będzie dbał o to, żeby niczego nam nie zabrakło. Na Deliziosie na 2600 pasażerów przypada 1050 osób załogi. Nikt nie jest pozostawiony sam sobie.
Ruszamy na zwiedzanie 12 pokładów. Dwa baseny, w tym jeden z rozsuwanym dachem, jacuzzi, pole golfowe, plac zabaw dla dzieci, tor wrotkarski, boiska, kasyno, kilka restauracji i barów, pijalnia czekolady, dyskoteka, pasaż handlowy, siłownia, kino 4D, teatr, symulator formuły 1, kaplica, w której codziennie odprawiana jest msza i centrum SPA, gdzie można ukoić i ciało i duszę. Wszystko urządzone z przepychem i rozmachem, na jaki stać tylko Włochów. Statek ma też własną piekarnię i oczyszczalnię ścieków.
Dzień drugi: Gaudi, Messi i ja!
Poranek jest pochmurny, ale ciepły. Morze spokojne. Zamawiamy do kabiny śniadanie. Jest sok pomarańczowy, kawa, croissanty, masło i dżem. Już nigdy w życiu żadne śniadanie nie będzie mi smakowało tak, jak to jedzone na balkonie z widokiem na Morze Śródziemne. Do śniadania czytamy pokładową gazetkę. Taka gazetka codziennie dostarczana jest do każdej kabiny. Można w niej znaleźć wszystkie potrzebne informacje: o mieście, do jakiego przypływa statek, godzinie zejścia i wejścia na pokład i rozrywkach, z jakich danego dnia można skorzystać.
O 13.00. wpływamy do największego portu pasażerskiego w Europie, miasta Gaudiego i Messiego- Barcelony. Tego, jak piękne jest to, co widzę z balkonu mojej kabiny, nie da się opisać słowami.
Zakochałam się. W Barcelonie. Miłość jednak wymaga poświęceń. Po kilku godzinach wędrówek po mieście mam obolałe stopy i spaloną hiszpańskim słońcem twarz. Ale to nic. Widok bazyliki La Sacrada Familia, który wciąż mam pod powiekami, daje niesamowity zastrzyk energii!
Wracamy na statek i schodzimy do restauracji na kolację. Dziś gala kapitańska w stylu włoskim połączona z prezentacją załogi. Obowiązuje strój formalny. Kelner, który obsługuje nasz stolik ma na imię Manuel i poleca rybę. Ryby są tu wyśmienite. Nigdy wcześniej nie jadłam też bardziej soczystych arbuzów i melonów. A wczorajszy deser – mus z mango – to było mistrzostwo świata! Dziś deser ma być niespodzianką, ale niespodzianki zaczynają się już wcześniej.
Kelnerzy ruszają do tańca. Kilku zaczyna śpiewać. Wszyscy goście wymachują serwetami. W kilka minut razem tworzymy długi pociąg, który w rytm włoskich przebojów pląsa między stolikami. Manuel świetnie tańczy, a ja ma skojarzenia z polskim weselem. Włosi i Polacy mają podobne podejście do zabawy. Dzień pełen wrażeń kończymy w barze Alacazar. Jednym z 11 znajdujących się na pokładzie Costy Deliziosy. Jest kameralnie i przytulnie. Gra czteroosobowy band. Okazuje się, że skrzypek to Argentyńczyk polskiego pochodzenia. Jego rodzice są Polakami. Nasi są wszędzie.
Dzień trzeci: śladami Napoleona.
Nie wiem, jaki jest dzień tygodnia, ale ta wiedza w raju nie jest potrzebna. Tutaj nie liczy się czas, tylko wrażenia. A tych nie brakuje. Każdego dnia budzę się w innym zakątku Europy. Mój hotelowy pokój płynie ze mną. Nie muszę się pakować i przenosić z miejsca na miejsce.
Po wczorajszym intensywnym dniu w Barcelonie i uroczystej kolacji dzisiejsze przedpołudnie spędzamy leniwie. Śniadanie w bufecie przy basenie, opalanie i jacuzzi. Absolutny relaks, a wszystko z widokiem na Morze Śródziemne. Ta otwarta przestrzeń za burtą daje niesamowite poczucie wolności. Mimo, że dookoła jest mnóstwo ludzi.
Dopływamy do Korsyki. Wejście do portu obserwuję przez lornetki na 10. pokładzie. Jeszcze wczoraj myślałam, że u wybrzeży Barcelony rozciąga się najpiękniejszy widok na świecie, ale Korsyka jest jeszcze piękniejsza. Wpływamy do Ajaccio – miasteczka, w którym urodził się Napoleon i już teraz rozumiem, dlaczego Napoleon dokonał wielkich rzeczy. Jeśli rodzisz się w tak
pięknym miejscu, jesteś szczęśliwym człowiekiem. To daje siłę i możesz przenosić góry.
Ajaccio jest malutkie i bardzo malownicze. Ludzie są tu otwarci i uśmiechnięci i wydaje się, że nie pracują., tylko delektują się życiem. Kazik ma rację, śpiewając, że Polacy są agresywni, bo przez 7 miesięcy nie ma u nas słońca. Tutaj słońca jest mnóstwo, do tego plaże, góry, palmy, małe kawiarenki i restauracyjki, których stoliki poustawiane są wzdłuż wąskich, cienistych uliczek.
Woda w Morzu Śródziemnym nawet na początku maja jest ciepła, a francuskie wino bardzo orzeźwiające. Na jednym z placów miasteczka zauważamy scenę. To koncert organizowany pod szyldem Unii Europejskiej. Na wietrze łopocze też polska flaga.
Jest 22.00. Wychodzę na pokład. Te chwile lubię najbardziej. Zapach morza, zapach śródziemnomorskiego powietrza, szum wody. W środku na 12 piętrach Deliziosy tętni życie, a tu jest cicho i spokojnie. Szkoda, że jutro rejs się skończy. Ale to dopiero jutro, a dziś idziemy jeszcze do teatru i na dyskotekę. Ahoj, przygodo!
P.S. Już wiem, że znowu popłynę. Bo ślad, który Costa Deliziosa zostawiła na spokojnej tafli Morza Śródziemnego, został też na mojej duszy.
Agnieszka Marszał
Minojskie marzenia
,,Jest pośrodku ciemnego jak wino morza ziemia nijaka, Kreta, piękna i żyzna, wokół wodą oblana. Ludzi tam cma i dziewi…
Polak – Europejczyk
Słońce powoli kryje się za horyzontem. Ciepły, jesienny dzień dobiega końca. Rozklekotany autobus z Warszawy zbliża…
W 1000 Euro dookoła swiata
Podróż dookoła świata nie jest dziś niczym niezwykłym. Niezwykły jest za to sposób, w jaki dokonał tego pewien młody wa…
Katar w lutym – Doha
Kiedy dojechaliśmy do hotelu, agent zabrał nasze papiery z immigration. Wszystko i tak było na nich napisane po arabsk…


