Nasze serwisy polowki.pl mieszkaniedlasingla.pl

W zakolu Odry, 45 kilometrów od Wrocławia, w 1163 roku książę Bolesław Wysoki osadził zakon Cystersów. Był to gest wdzięczności za ocalenie ojca – Władysława Wygnańca. Pewnie nie spodziewał się wtedy, że da on początek największemu w Europie opactwu Cystersów.

Kilkanaście dni temu pisałam cykl artykułów o dolnośląskim szlaku cystersów. Jest mi to temat bardzo bliski, bowiem moi przyjaciele w czasie studiów pracowali przy renowacji ołtarzy w bazylice krzeszowskiej i miałam okazję wówczas poznać historię zakonu, który swoją potęgą wpisał się na trwałe w dzieje Dolnego Śląska. Kiedy kilka dni temu dotarła do mnie zupełnie przypadkiem informacja, że w Lubiążu przez dwa dni będzie można zwiedzić cały obiekt, włącznie ze strychami i piwnicami, postanowiłam wykorzystać te okazję i w sobotę wybrałam się do Lubiąża.

Pogoda była dokonała na taką wyprawę – świeciło słońce, ale nie było za gorącą. Na niebie ani jednej chmury, co zapowiadało doskonałe światło do robienia zdjęć. Z Wrocławia do Lubiąża jest ok. 45 km. Niestety trzeba przejechać przez Leśnicę – ostatnie zachodnie osiedle Wrocławia, gdzie ustawiono jakiś czas temu światła na skrzyżowaniu, które powodują korek sięgający kilku kilometrów. Nie znam dobrze tej części miasta, dlatego nie odważyłam się pojechać objazdem przez uliczki osiedla Stabłowice, czego ostatecznie pożałowałam, bo w korku stałam ponad godzinę… Ale kiedy już minęłam Leśnicę i wjechałam na drogę prowadzącą w kierunku Lubiąża, zrobiło się całkiem luźno, jakby samochody stojące w korku nagle się zdematerializowały.

Na polach kwitnie już rzepak, zazieleniły się też zboża, malując na polach soczyste mozaiki żółto-zielone. Lubię zapach kwitnącego rzepaku – roztacza on wokół woń aromatycznego miodu.

Do Lubiąża dojechałam około godz. 15. Nie pijcie nigdy kawy w Karczmie Cysterskiej. Smakuje jak popłuczyny. Nie wiem, co oni parzą w ekspresie, który tylko pozornie jest obietnicą filiżanki dobrego cappuccino. Za to klasztor z roku na rok wygląda coraz lepiej. Niestety, ponieważ jest to ogromny obiekt, do ukończenia remontu pozostało jeszcze wiele lat. Zwłaszcza, że zajmuje się nim Fundacja Lubiąż, finansująca go wyłącznie z datków i dotacji. Prawdę mówiąc nie rozumiem, dlaczego Ministerstwo Kultury i Dziedzictwa Narodowego nie zajmie się tym obiektem. To jest unikat na skalę europejską – drugi co do wielkości obiekt klasztorny w Europie, po hiszpańskim Eskurialu. Należy dołożyć wszelkich starań, aby przywrócić mu pierwotną świetność. A na to potrzeba niewyobrażalnych pieniędzy. Na szczęście cały obiekt zyskał na początek nowy dach – nie była to tania inwestycja – powierzchnia dachów to 2,5 hektara!

Zaglądam do Lubiąża średnio co 2 lata i widzę, jak postępuje rewitalizacja całego obiektu. Dzisiaj miałam okazję przejść przez cały pałac opata mieszczący się w lewym skrzydle kompleksu – byłam nie tylko w sali książęcej, do której wstęp mają na co dzień wszyscy zwiedzający. Przewodnik otworzył przed nami drzwi zazwyczaj zamknięte, za którymi ukrytych jest wiele perełek – między innymi sale z freskami na sufitach autorstwa Michaela Leopolda Willmanna. Robią one niesamowite wrażenie. Na wielu sufitach freski są w fatalnym stanie – w zasadzie w ogóle ich nie widać. Konserwatorzy sztuki mają tu bardzo dużo do zrobienia. Jestem przekonana, że jest to dla nich fascynująca praca i jedyne w swoim rodzaju doświadczenie.

W prawym skrzydle obiektu znajduje się klasztor, w którym mieszkali zakonnicy. Mieściły się tam ich cele, a także wspaniale zaopatrzona biblioteka, która jest obecnie remontowana – cała jest wypełniona drewnianym rusztowaniem, z którego konserwatorzy mogą dostać się do fresków pokrywających sufit i częściowo ściany. Niestety zbiory biblioteczne nie zachowały się. Najcenniejsze dzieła zostały stąd wywiezione przez Szwedów w 1655 roku, które spłonęły w drodze do Szczecina. Reszta została zagrabiona w 1810 roku po sekularyzacji i odebraniu klasztoru Cystersom.

Na parterze klasztoru znajduje się odrestaurowany refektarz letni, zapierający swoim urokiem dech w piersiach. Akustyka w tej sali jest taka, że stojąc na jednym końcu sali słychać osobę stojącą na jej drugim końcu mówiącą szeptem. Niesamowita sprawa.

Pałac opata – profanum, oddziela od klasztoru – sacrum, gotycki kościół. Jest on najstarszą częścią całego obiektu. Trzynawowa bazylika jest obecnie w środku zupełnie pusta. Do 1945 kościół był jedną z najpiękniejszych świątyń na Dolnym Śląsku. Lubiąż, podobnie jak Wrocław, przez cały okres II wojny światowej znajdował się poza obszarem działań wojennych, co sprawiło, że pozostał on nietknięty.

Niestety wycofujące wojska niemieckie, zabrały z klasztoru i kościoła wiele cennych zabytków – między innymi obrazy Michaela Willmanna. To, czego nie wywieźli Niemcy, zostało zniszczone przez wojska radzieckie stacjonujące tu do 1948 roku. Pozostałości na wyraźne polecenie profesorów z uniwersytetu wrocławskiego zostały wywiezione z Lubiążą w kolejnych latach. Dlaczego tak się stało? Należy pamiętać, że do roku 1956 ziemie zachodnie znajdowały się pod tymczasowym zarządem polskim i nie było wiadome, co się z nimi tak naprawdę stanie. Polacy byli przekonani, że zostaną one zwrócone Niemcom. Dlatego naukowcy starali się zachować dla następnych pokoleń chociaż małą część zabytków z miejsca, które zostało założone przez śląskich Piastów.

Dziś w kościele stoją puste ramy po obrazach Willmanna – najwybitniejszego malarza baroku pracującego i żyjącego w Lubiążu, który właśnie tutaj założył szkołę malarstwa, tutaj się ożenił i wykształcił wielu swoich następców. Jego dzieła znajdują się w pozostałych zespołach pocysterskich – w Krzeszowie i w Henrykowie. Po śmierci został pochowany w krypcie pod podłogą w lewej nawie kościoła. Panuje tam mikroklimat sprawiający, że zwłoki nie ulegają rozkładowi, a się mumifikują. W kryptach pod kościołem pochowanych jest wielu Piastów Śląskich – między innymi fundator Lubiąża – książę Bolesław Wysoki spoczywający pod posadzką prezbiterium.

Minie jeszcze wiele lat, zanim lubiąski kompleks klasztorny odzyska dawną świetność. Ale cieszy fakt, że z roku na rok kolejne sale i korytarze przywracane są do pierwotnego stanu sprawiając, że małymi krokami Lubiąż zbliża się do momentu, w którym stanie się ponownie perłą architektury sakralnej Europy. Warto tu jednak zaglądać, by na kilka godzin cofnąć się w czasie i zagłębić się w tajemnicach miejsca wyjątkowego, po którymi jeszcze 200 lat temu przemierzali w ciszy mnisi z zakonu Cystersów.

Autor:Kasia Adamowicz

Wrocławianka, zakochana w swoim mieście do szaleństwa. Wymyśliła i założyła w 2005 roku Klub Singla Połówki Pomarańczy, a po trzech latach, jakby tego było mało, postanowiła stworzyć pierwszy w Polsce nierandkowy portal dla singli. Praca jest przede wszystkim jej wielką pasją. Poświęca jej mnóstwo czasu czerpiąc z tego przyjemność i satysfakcję. To dzięki jej pracy i nieustannemu lobbowaniu, w Polsce w końcu można być singlem i co ważniejsze, można się do tego otwarcie przyznać. Zawodowo - profesjonalna do bólu, a przy okazji ciepła, serdeczna, otwarta. Obecnie redaktor naczelna portalu. A w życiu prywatnym - szalona, niepokorna 36-latka. Jej pasje to podróże (te dalekie i te bliskie), muzyka (od 20 lat wierna fanka The Cure!), film (ze skłonnością do kina europejskiego). Uwielbia szybka jazdę samochodem. Jej dewiza życiowa: Życie jest zbyt krótkie, aby robić tylko co, co jest konieczne.

www.polowki.pl

Moje impresje weneckie

Moje impresje weneckie

Wielu udaje się do Wenecji nie tylko po to, by ją zobaczyć, ale by w Wenecji znaleźć szczęście. Kiedyś po to się podróżowa…

Wakacje na jachcie

Wakacje na jachcie

Bodrum, marina, kilkadziesiąt jachtów. Widok zaiste imponujący. Pośród drewnianych, klimatycznych stateczków, n…

Vejer de la Frontera – andaluzyjskie pueblo z 1001 nocy

Vejer de la Frontera – andaluzyjskie pueblo z 1001 nocy

Nieopodal malowniczych plaż Costa de la Luz w prowincji Kadyksu, na majestatycznym wzgórzu wznoszącym się 190m n.p.m…