Nasze serwisy polowki.pl mieszkaniedlasingla.pl

marina w BodrumBodrum, marina, kilkadziesiąt jachtów. Widok zaiste imponujący. Pośród drewnianych, klimatycznych stateczków, nowoczesne promy na Kos robią dziwne wrażenie. Są jakieś „nie z tej bajki: zimne, za duże, niezgrabne. Nasz jacht nosi wdzięczną nazwę Blue Dreams. Wchodzimy po trapie. Wskazana nam zostaje nasza kajuta. Drewniane drzwi otwierają się do wewnątrz. W środku duże, podwójne łóżko, umeblowania dopełnia nieduża szafka i wąska półka. Na prawo drzwi do łazienki – sedes, umywalka z wysuwanym prysznicem i blatem na ustawienie przyborów do mycia. Jak bierze się prysznic, za kabinę robi całe pomieszczenie. Sprytne. Całość maleńka. Dopiero teraz zdaję sobie sprawę, co to znaczy kajuta. Postanawiam przebywanie w niej ograniczyć do minimum. W praktyce okaże się to niezwykle łatwe.

524534_bodrum_1Mamy wolny czas do 16.30. Przebieramy się więc stosownie do temperatury i wychodzimy obejrzeć Bodrum. Po chłodnej, deszczowej aurze w ojczystym kraju, gorące słońce zupełnie nas obezwładnia i odbiera chęć jakiejkolwiek aktywności tym łatwiej, że mamy za sobą nieprzespaną noc. Idąc, obserwujemy krzątaninę w sklepach, restauracjach i na łodziach, wielobarwny i wielojęzyczny tłum, ruchliwą ulicę. Mało ambitnie odpuszczamy sobie zwiedzanie wznoszącej się na wzgórzu twierdzy i zatapiamy się w dużych, kolorowych pufach kawiarni, której taras przechodzi w plażę a plaża w morze. Uwolnione od konieczności prowadzenia samochodów, zamawiamy piwo, pierwsze od niepamiętnych czasów. Trochę rozmawiamy ale więcej milczymy, obserwując ludzi siedzących obok, kąpiących się, opalających, spacerujących. Powoli dociera do nas, że mamy wakacje!

Bodrum jest bardzo sympatycznym miejscem. Ulice biegną tu z góry na dół. Te u stóp miasta ułożone są wzdłuż ruchliwego nabrzeża. Jest to turystyczna część miasta. Niezliczona ilość sklepów kusi niezłymi ciuchami, butami, skórzaną galanterią, wśród nich przytulne knajpki, w większości otwarte na morze. Ludzie są uśmiechnięci, skorzy do rozmowy i do żartów, prawie wszyscy znają angielski. Naprawdę sympatyczne miasto.

nad mapaPo powrocie na jacht uczestniczymy w spotkaniu organizacyjnym. Poznajemy załogę, pochyleni nad mapą zapoznajemy się z trasą, którą mamy przepłynąć, poznajemy godziny posiłków i proste zasady życia na pokładzie. Nasza grupa liczy 16 osób. Przyglądamy się sobie – ludzie z różnych stron, mówiący różnymi językami. Zapewne wszyscy myślimy o tym samym, jak to będzie …

Bardzo szybko życie na jachcie nabiera określonego rytmu. Nie jest on jednakowy dla wszystkich, ale nie ma też wielkich różnic. Część grupy, w tym my, od początku śpi na pokładzie. Część natomiast w kajutach – nie pytajcie, dlaczego.

Zasypianie z widokiem rozgwieżdżonego nieba pod powiekami i budzenie się, kiedy dotkną cię pierwsze promienie słońca, to doznania jedyne w swoim rodzaju. Potem poranna porcja pływania. Szybko do kajuty. Wyskakujesz ze spodni, podkoszulki i nakładasz swój „dzienny” strój, czyli kostium kąpielowy. Morze o tej porze jest gładkie jak szklana tafla, woda zaś przejrzysta, turkusowa lub intensywnie niebieska. Słoną wodę spłukujemy z siebie pod prysznicem, który znajduje się na przednim pokładzie. Do śniadania zakładamy podkoszulkę lub owijamy się pareo. Potem zaczynamy płynąć. Patrzymy w morze, w rozmigotaną słońcem przestrzeń, czytamy, śpimy, marzymy, słuchamy muzyki, robimy zdjęcia, rozmawiamy.

plaza KleopatryW południe cumujemy w przytulnej zatoce. Całe towarzystwo rusza do wody, załoga zaś przygotowuje lunch. Nasi żeglarze zmieniają role. Ruhi zamienia się we wspaniałego kucharza. Dania są smaczne i lekkie – dużo sałatek, ryby, drób, duszone warzywa, nadziewane papryczki, makarony, bagietka. Pochłaniamy ogromne ilości tych specjałów. Może przyczyną jest całodobowe przebywanie na powietrzu, może to, że zestresowane codzienną gonitwą organizmy, wracają tutaj do normalnego, zdrowego rytmu. Może zaś to, że dużo pływamy, najczęściej 3 razy dziennie. Muhammad zaś przejmuje funkcję kelnera – roznosi dania, przyjmuje zamówienia na napoje, podaje je, opróżnia popielniczki. Staramy się pomagać trochę, składając talerze po posiłkach i odnosząc je do kuchni, gdzie lądują w zmywarce. Tylko kapitan pozostaje zawsze kapitanem.

na przednim pokladziePotem znów płyniemy. O zmierzchu cumujemy w kolejnym cichym i pięknym miejscu.
Pokład z tekowego drewna polewany jest obficie wodą przynajmniej dwa razy dziennie. Na jachcie obowiązuje miękkie obuwie, przeznaczone tylko do chodzenia po pokładzie, w praktyce stos naszych japonek spoczywa w kącie tylnego pokładu, my natomiast z przyjemnością biegamy na bosaka.

Co się składa na piękno takiego rejsu? Trudno odpowiedzieć jednym zdaniem. To wspaniała przyroda – malownicze zatoki, przezroczysta, turkusowa woda, lesiste wzgórza, cudowne słońce oraz wspaniała, poruszana wiatrem przestrzeń wokół nas.

moje ulubione zdjecia - OTO WAKACJE !To przyjemność płynąca z wyhamowania, spokojny rytm dnia, oddawanie się temu wszystkiemu, na co nie bardzo pozwala nasza zabiegana codzienność. To książka, warcaby, prasa lub powolne wcieranie w siebie kolejnego kilograma ochronnego kremu, albo nic oprócz sennego marzenia w hamaku, kołysanym wiatrem.

To radość, jaką dają rozmowy z ludźmi, poznawanie się, uczenie się proszę i dziękuję i dzień dobry w językach współtowarzyszy tej niezwykłej wyprawy. To wzajemne nakładanie sobie potraw przy rozgadanym stole. To urodziny jednego z uczestników, gdzie happy birthday zostaje odśpiewane przez wszystkich po angielsku, a potem jeszcze w kilku językach.

To wreszcie wieczorno-nocne rozmowy o naszym życiu w różnych częściach świata, religii, o relacjach damsko-męskich i o tym, jak postrzegamy świat, aby nad ranem dojść do wniosku, że bardzo niewiele nas różni, natomiast bardzo wiele łączy.

Myślę, że jeszcze nie raz wybiorę rejs jako sposób na wakacje. Wiem już, że za każdym razem będzie inaczej, bo spotkam innych ludzi, ale zawsze będzie tak samo wspaniale.

Autor:Tamara Dubiel

Obawiam się, że należę do gatunku nieukorzenionych. Oczywiście, czasami gdzieś wracam, żeby usłyszeć melodię, poczuć tamten zapach, odnaleźć smak potrawy. Poczuć to, co wtedy czułam. Przypomnieć sobie, jak naprawdę tańczy się flamenco. Podróże sentymentalne, podróże radosne. W samolocie najpiękniejsze jest to, że tak naprawdę nie wiem, jaki świat zastanę w miejscu, do którego się udaję. Moja wiedza wyniesiona z książek jest jak danie, o którym czytałam, ale nie znam ani jego smaku, ani zapachu. Cieszę się na nieznane, z ufnością godzę się na wszystkie niespodzianki, jakie szykuje dla mnie los. Czekam. Jest tak, jak u Staffa „między pieśnią przerwaną a zbudzonym echem ...„ W samolocie jestem na swoim miejscu. Ulubionym.

Aslema Tours

Moje Indie

Moje Indie

Pierwsze skojarzenie jakie nasuwa mi się, gdy myślę o Indiach, to różnorodność i sprzeczności. Gdybym miał w jednym zd…

Moja Ameryka – z Chile do Argentyny

Moja Ameryka – z Chile do Argentyny

Chile, San Esteban, 10. marca 2008

Podróż przebiegła nadspodziewanie dobrze. Z 14 godzin w samolocie większość przes…

Samochodowa Vuelta – Barcelona

Samochodowa Vuelta –  Barcelona

Barcelona, Walencja, Malaga, Gibraltar, Kadyks, Sewilla, południowa Portugalia, Lizbona. Publikujemy pierwszą c…

Moje impresje weneckie

Moje impresje weneckie

Wielu udaje się do Wenecji nie tylko po to, by ją zobaczyć, ale by w Wenecji znaleźć szczęście. Kiedyś po to się podróżowa…