Raj dla leniuchów
Autor: Filip Springer
Rudawy Janowickie to góry dla każdego. Są tu średniowieczne zamki i klasycystyczne pałace, zapierające dech w piersiach krajobrazy i doskonałe ścieżki rowerowe. I wszystko to na wyciągnięcie ręki.
We wsiach nadal obowiązuje tu poniemiecki sznyt – szachulcowe domy, dwuspadowe dachy kryte dachówką i pruski mur. A panorama każdej z rzuconych tu między góry wiosek, odbiera wręcz mowę. Nic dziwnego, każda z nich została pieczołowicie zaplanowana przez niemieckich architektów. Rudawami Janowickimi nigdy bowiem nie rządził przypadek. Dlatego są tak urokliwe, zwłaszcza jesienią.
Dolina pałaców
Najlepiej zjechać z ruchliwej trasy Wrocław – Jelenia Góra i w Radomierzu skręcić w boczną drogę prowadzącą do Janowic Wielkich. Po kilku kilometrach zrozumiemy, dlaczego cała okolica nazywana jest Doliną Pałaców i Ogrodów.
W Janowicach, tuż przed najstarszym w Polsce betonowym mostem znajduje się bowiem zamek wzniesiony przez rodzinę Schaffgotschów jeszcze w XVII wieku. Na przestrzeni wieków przechodził on z rąk do rąk, dziś jest tam Dom Pomocy Społecznej. Kilkanaście lat temu w drzwiach jego dyrektorskiego gabinetu stanął postawny Niemiec z iście hrabiowskimi manierami. Przedstawił się jako Eberhardt Stolberg zu Wernigerode, potomek grafa Stolberga wypędzonego stąd w 1945 roku. Ówczesny dyrektor ośrodka podejrzewając podstęp zapytał skąd ma wiedzieć, że przybysz jest rzeczywiście tym, za kogo się podaje, wszak niejeden Stolberg podawał się już tu za spadkobiercę dawnej fortuny.
- Ano stąd drogi panie, że jeśli nie wymieniał pan drzwi do swojego gabinetu to ja nadal mam do nich klucz! – padła odpowiedź, po której nastąpiła odpowiednia demonstracja.
Do dziś Eberhardt Stolberg pomaga ośrodkowi, kilka lat temu sfinansował nawet zakup koni używanych tu do hipoterapii.
Tak właśnie jest w Rudawach. W niemal każdej wsi znajduje się pałacowa rezydencja i związana z nią niesamowita historia. Na 100 kilometrach kwadratowych jest ich tu blisko trzydzieści, turysta zaglądający w te rejony ma szanse natknięcia się na taki obiekt dosłownie co chwilę. A bywa i tak, że z wieży jednego pałacu widać tu już następny.
Tak jest w Wojanowie nad Bobrem. Po jednej stronie rzeki stoi tu przepiękny obiekt z końca XIX wieku, który swą bryłą przywodzi najbardziej znane zamki znad Loary. Dziś działa tu słynne w całej okolicy centrum spa&wellnes. Tuż za wartko płynącą rzeką jest już zaś Łomnica i drugi, nie mniej okazały pałac. Po latach zaniedbań tego typu obiekty w Rudawach zaczynają odzyskiwać swój blask.
Szczyty w zasięgu ręki
Osiągnięcie któregokolwiek wierzchołka Gór Sokolich nie zajmuje więcej jak czterdzieści minut i nie kosztuje zbyt wiele wysiłku. Przy odrobinie dobrej woli całe pasmo można pokonać w jeden dzień.
Mylić się będzie jednak ten, kto uzna, że te niskie górki mogą być nudne. Skaliste szczyty zostały tu wyposażone jeszcze przed wojną w schody, poręcze i barierki, które umożliwiają bezpieczne dostanie się w niedostępne na pozór miejsca. Stąd można podziwiać nie tylko panoramę gór, ale także rozsianych po okolicy wiosek i łączących je dróg. W Rudawach warto wejść na każdy szczyt – tutaj, jak nigdzie indziej, jest to naprawdę możliwe.
Walory tych terenów już dawno docenili miłośnicy wspinaczki sportowej, po Jurze Krakowsko – Częstochowskiej jest to drugie zagłębie wspinaczkowe w Polsce. W tutejszych skałach wytyczono dziesiątki tras – każdy znajdzie tu coś dla siebie – od amatora do profesjonalnego wspinacza. Na tych, którzy we wspinaczce stawiają swoje pierwsze kroki czekają także szkółki, które pozwolą przełamać pierwszy strach.
Rudawy mogą też się poszczycić jednym z najstarszych schronisk górskich w Polsce. Do Szwajcarki położonej malowniczo na stoku Krzyżnej Góry najłatwiej dojść z parkingu drogi łączącej Karpniki z Janowicami Wielkimi. Stąd można też wyruszyć na Sokolik i Krzyżną. Wybierając kierunek przeciwny dotrzemy zaś w ciągu godziny do Pieca – niezwykłej formacji skalnej, która w czasie Wojny Trzydziestoletniej dawała bezpieczne schronienie uciekinierom z pobliskich wiosek. Nieco dalej zaś znajdują się ruiny zamku Bolczów. Legenda głosi, że rezydujący tu katolicki kapelan rzucił się w przepaść na widok nacierających wojsk szwedzkich. Miało się to dziać w roku 1643 i od tego czasu w zaułkach boczowskiego zamku pojawia się od czasu do czasu duch księdza zawodzącego nad swoim losem. Być może nie zawodziłby tak bardzo, gdyby przyjrzał się, w jakich okolicach przyszło mu się błąkać.
Czas na Rudawy
Aż dziw bierze, że wobec tych wszystkich cudów Rudawy Janowickie oparły się inwazji turystów. Ci zaglądają tu o wiele rzadziej niż w pobliskie Karkonosze czy Góry Izerskie. Spokój, ciszę i klimat ukochali sobie za to…Holendrzy, którzy osiedlają się w rudawskich wioskach na potęgę. Trudno znaleźć u stóp Gór Sokolich miejscowość, w której nie mieszkałaby choćby jedna holenderska rodzina, samochód z żółtymi rejestracjami nikogo tu zaś nie dziwi. Oni już Rudawy docenili, teraz czas na nas.
Najlepsze polskie budynki
Podróżując po Polsce warto zatrzymać się nie tylko przy wiekowych zabytkach. Są w Polsce współczesne architektonicz…
Szlakiem dolnośląskich zamków i pałaców – Kliczków
Na pograniczu Górnych Łużyc i Dolnego Śląska, w dolinie Kwisy, wśród Borów Dolnośląskich słychać stukanie końskich k…
Kłodzko – perła pogranicza
Kłodzko przepełnione jest magią. Wąskie, zabytkowe uliczki, przepiękny rynek, górująca nad miastem potężna twierd…
Na szlaku cysterskim – Henryków
Historia Opactwa Cysterskiego w Henrykowie tworzona przez osiem wieków, stanowi niezwykle ważny element dziedzict…


